PODRÓŻĄ PRZEZ ŻYCIE

PODRÓŻĄ PRZEZ ŻYCIE – WYWIAD Z TOMKIEM MICHNIEWICZEM

TomekMichniewicz-11

fot. Tomek Michniewicz

Poniższy wywiad był dla mnie od dawna wyczekiwanym wydarzeniem. Odbył się w kwietniu 2014 roku, tuż przed premierą trzeciej już książki Michniewicza.

Rozmowa z autorem była dla mnie  okazją nie tylko  do spotkania z inspirującym człowiekiem, doświadczonym podróżnikiem i reporterem,  ale też  przyjemnością słuchania kogoś, kto realizuje swoją pasję w niekonwencjonalny i różnorodny sposób, a emocje towarzyszące jego przeżyciom sprawiają,  że odbiorca śmiało może poczuć się jak uczestnik jego wypraw. Każda historia wiąże się z pewnymi miejscami, ludźmi, ich kulturą i życiem codziennym, ale też problemami, z którymi przychodzi im się zmagać. Jak sobie radzą, jak żyją ludzie w różnych miejscach świata, w zupełnie odmiennej rzeczywistości? Co sam czujesz podróżując i odwiedzając dane miejsca? Czego uczy cię taka podróż?

Zapraszam do przeczytania rozmowy Z Tomkiem Michniewiczem.

Kasia Kurak: Tomku, spotykamy się w tak ważnym dla Ciebie dniu. Za pół godziny odbędzie się uroczysta premiera twojej trzeciej podróżniczej książki. „Swoją drogą”, sama nie mogę się już doczekać. Czy mógłbyś w kilku zdaniach opisać, o czym jest ta książka, co jest jej głównym przesłaniem?

Tomek Michniewicz: Można powiedzieć, że jest to książka „o zmianach”, która rozgrywa się na dwóch poziomach. Pierwszy poziom stanowią zmiany cywilizacyjne, wyzwania nowoczesności. Swoją drogą opowiada o trzech bardzo różnych miejscach: o ortodoksyjnym kraju muzułmańskim, jakim jest Arabia Saudyjska, o Afryce Centralnej, będącej jednym z najbiedniejszych rejonów na świecie, oraz o Stanach Zjednoczonych, które są z kolei jednym z najbogatszych krajów.

Wszystkie trzy miejsca stają przed takimi samymi wyzwaniami współczesności, ale różnie sobie z nimi radzą. Kto inny ponosi koszty, kto inny zyskuje na tych zmianach. Zupełnie inaczej rozwiązują problemy, chociaż same problemy są generalnie uniwersalne.

Drugim poziomem jest poziom moich bohaterów, osób, które zabrałem w te miejsca. Dla każdej z nich podróż jest czymś zupełnie innym, spełnia jakieś ważne życiowe zadanie i odpowiada na fundamentalne pytania. Zmiana w nich, w ich sposobie myślenia, który się kształtuje podczas tych podróży, decyzje, które podejmują pod ich wpływem – to jest właśnie drugi poziom tej książki.

K.K.: Miałam przyjemność czytać przedpremierowy fragment twojej książki, w którym już na początku pojawiają się pierwsze refleksje oraz pytania związane z różnymi emocjami, postawami i pasjami. Nie tylko w tej książce, lecz także w twoich działaniach czy podróżach możemy doszukać się przeróżnych emocji. Czy to one są dla ciebie najważniejsze w podróżowaniu? Starasz się poszukiwać różnych emocji, własnych granic?

T.M.: Chyba nie. Myślę, że najbardziej w podróży poszukuję zrozumienia świata. Największą lekcją, jaką wynoszę z podróżowania, jest to, że nie ma czegoś takiego jak „normalność”. Normalność to tylko wersja rzeczywistości popularna w naszym miejscu na świecie. Normalne jest to, co nam dyktują szkoła, rodzice, Pan Tadeusz, kultura, w której się wychowaliśmy. Podróżuję więc, żeby uczyć się innych wersji. Człowiek uświadamia sobie w pewnym momencie, że na dobrą sprawę nic nie musi, tylko może. Może przebierać w sposobach na życie, może decydować i wybierać.

TomekMichniewicz-13

fot. Tomek Michniewicz

K.K.: Jak powstaje taka książka? Cały czas sporządzasz notatki na miejscu?

T.M.: Cały czas. Przywożę ze sobą całe zapisane notatniki, godziny nagrań i trzydzieści tysięcy zdjęć, a potem muszę wybrać z tego materiał. Może się wydawać, że taką książkę pisze się błyskawicznie, bo podróże „same się piszą”. To złudzenie. Jeśli nie zapisujesz dialogów, postaci, otoczenia, dystansów, detali informacyjnych – szybko uciekają. Muszę to robić w trakcie wyjazdu, bo nie będę miał czym potem wypełnić materiału, czy to do artykułu, czy książki. Te informacje trzeba zebrać na miejscu, co sprowadza się często do tego, że kiedy inni odpoczywają, ja pracuję, spisując notatki.

K.K.: A co jest dla ciebie najważniejsze podczas twoich podróży – poznani ludzie czy odwiedzane miejsca, związane z nimi historie?

T.M.: Miejsca to tylko nazwy na mapie. Same w sobie nie mają większego znaczenia. W tych miejscach ktoś żyje, są jakieś problemy, są jakieś wyzwania i wspaniałości, które możesz chłonąć. Są ludzie, zwierzaki, jest przyroda, są twory ludzkich rąk, kultura, muzyka, taniec. To, co tam na ciebie czeka, jest najważniejsze. Ja praktycznie w ogóle nie zwiedzam. Bardzo często ląduję w jakimś miejscu i z dziesięciu zabytków czy atrakcji turystycznych, widzę jedną. Gdy lecisz tam pierwszy raz, siłą rzeczy zaliczasz głównie szlak turystyczny, ale ja coraz częściej wracam w te same miejsca po raz trzeci, piąty. Kiedy tam wracasz, masz już zaliczone wszystko, co „trzeba było zobaczyć”, i zaczynasz wchodzić w codzienność tego miejsca.

TomekMichniewicz-12

fot. Tomek Michniewicz

K.K.: Tomku, powiedz krótko, jak zaczęła się twoja przygoda z podróżowaniem. Wiem, że podróżujesz już dosyć długo, ale kiedy poczułeś, że to twoja prawdziwa pasja?

T.M.: Pasję do podróży wyniosłem z domu. Czytałem mnóstwo książek i magazynów, a do tego moi rodzice mieli wielu niesamowitych znajomych, reprezentantów różnych kultur, religii. Oni sami zresztą prezentują bardzo różne spojrzenia na świat. Którejś jesieni mój tata poleciał do Indii, co było ukoronowaniem jego studiów nad Indiami oraz religią Wschodu, wrócił kompletnie odmieniony, zarażony tamtejszą kulturą. W pewnym momencie dochodzi się do punktu, w którym bierne poznawanie, czytanie i słuchanie już ci nie wystarczają.

K.K.: Podróżujesz najczęściej jako backpacker – z plecakiem i na własną rękę. Uważasz, że w tym stylu podróżuje się łatwiej czy trudniej?

T.M.: W Polsce jest może około 30 tysięcy backpackerów i ponad milion osób wyjeżdżających corocznie z biurem podróży, na wycieczki all inclusive. To jest odpowiedź na pytanie, czy łatwiej jest jeździć z plecakiem. Oczywiście, łatwiej jest pojechać z biurem podróży, ale czy warto? Nie bardzo. Biuro podróży nigdy nie da ci takiej wolności i swobody podróżowania oraz decydowania o tym, co cię w danym miejscu tak naprawdę interesuje.

K.K.: Podróżowałeś po wielu krajach, poznałeś różne miejsca i kultury na różnych kontynentach. Czy jest takie miejsce, do którego najchętniej powracasz?

T.M.: Lubię wracać do Zimbabwe, Tajlandii, Malezji, do Stanów. Gdy podróżujesz nie zwiedzając, a realizując projekty dziennikarskie, zaczynasz się bardziej angażować, poznawać ludzi i ich problemy. Nagle masz tam do czego wracać. Coraz częściej czerpię korzyści z poprzednich projektów, ze znajomości. Z tego, że już nie muszę zwiedzać tego kraju, tylko mogę coś w nim tworzyć.

TomekMichniewicz-4

fot. Tomek Michniewicz

K.K.: W swojej najnowszej książce zabierasz trzy bliskie ci osoby w daleką podróż w nieznane, która ma odmienić ich dotychczasowe życia oraz postawy. Wszystko to stanie się wyłącznie kwestią decyzji – decyzji TU i TERAZ. Czy skłonności do podejmowania takich decyzji oraz do ryzyka są twoim zdaniem najważniejsze w poznawaniu świata?

T.M.: Ten przymus decyzji „tu i teraz” służył wyłącznie temu, by moich bohaterów do tej decyzji zmusić. Jeśli jesteś człowiekiem, którego życie nie satysfakcjonuje, wiedziesz jakieś korporacyjne życie i cały czas narzekasz, że brakuje ci w nim treści czy sensu, nie jesteś szczęśliwy, to czemu tego w jakiś sposób nie zmienisz? Podróże są bodźcem, który wyrywa z takiego marazmu, rutyny.

W powszechnym wyobrażeniu problem z podróżowaniem polega jednak na tym, że najczęściej brakuje pieniędzy albo czasu. Pozornie, moim zdaniem. To tylko kwestia priorytetów, decyzji. Niemniej jednak większości ludzi bardzo trudno jest rzucić wszystko i wyjechać. Ale jeśli ktoś siada przed tobą i mówi: „zabiorę cię w dowolne miejsce na świecie, za darmochę, ale podejmij decyzję tu i teraz”, to nagle się okazuje, że jednak się da.

Ten formalny zabieg, bo początkowo to był tylko eksperyment, przerodził się w dużo ważniejszą i refleksyjną sprawę. Podróże dla moich bohaterów przestały być tylko wycieczką, a stały się pretekstem do czegoś więcej, zmiany w życiu, spojrzenia na nie krytycznie, z dystansu.

K.K.: Uważasz, że podróże zmieniają człowieka? Czy ty sam stałeś się inną osobą i zmieniłeś podejście do życia?

T.M.: Jasne, każda podróż zmienia człowieka. Zwłaszcza jeśli to jest podróż dotykająca autentyzmu danego miejsca. Przede wszystkim dlatego, że dowiadujesz się, że świat może wyglądać inaczej. Inaczej niż myślisz, ale też inaczej, niż mówią w telewizji. Media operują spłyconym przekazem, pokazują obrazki wyrwane z kontekstu, co nie ma nic wspólnego z tym, co dzieje się w danym miejscu. Dlatego też możliwość przekonania się, że świat nie wygląda tak, jak go kreują media oraz tak, jak sami go postrzegamy, to są dwie olbrzymie lekcje, które się wynosi z podróżowania.

K.K.: Chciałam zapytać cię o różne ciekawe doświadczenia przedstawione w twojej drugiej książce – „Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów.” Te wszystkie ryzykowne działania, które podejmowałeś – tropiłeś przemytników, poszukiwałeś skarbów na Morzu Karaibskim, czy chociażby (akurat nie z tej książki) samotny pobyt bez ochrony w więzieniu w San Quentin. – Czy nie brzmi to dla Ciebie czasem jak akcja sensacyjnej powieści lub sen? Powiedz, co skłania cię do angażowania się w takie rzeczy?

T.M.: W każdym przypadku chodziło o coś innego. San Quentin to był akurat przypadek, bo myślałem, że spotkam się z naczelnikiem więzienia, zrobię wywiad, wypijemy herbatę. A tu trzasnęły za mną kraty i jestem nagle w środku, wśród trzech tysięcy bandziorów. Gdybym wcześniej wiedział, jak to będzie wyglądało, pewnie bym się na to nie zdecydował.

(Cały reportaż o pobycie w więzieniu w San Quentin można odsłuchać na stronie: www.tomekmichniewicz.pl/dzwieki. Tytuł: USA: San Quentin, Kalifornia)

W przypadku poszukiwaczy skarbów to było podążanie tropem dziecięcych przygód, książek podróżniczych. Rozbicie gangu przemytników kości słoniowej w Zambii było z kolei całkowicie spontanicznym działaniem. Przeżywaliśmy tak silne emocje, patrząc, co się dzieje z ludźmi, ze zwierzętami pod kulami kłusowników, że odczuliśmy naturalną potrzebę, by się w tę wojnę włączyć. Jeśli inni ryzykują, byśmy mogli oglądać Afrykę, ryzykują, by ją ocalić dla nas, dla świata, to my też poczuliśmy, że chcemy się zaangażować.

Najpierw jeździliśmy na patrole, widzieliśmy, jak to wygląda w działaniu, obserwowaliśmy, z kim muszą się codziennie mierzyć. To wyglądało dramatycznie. Intensywność emocji spowodowała, że postanowiliśmy zorganizować prowokację, zebrać dowody. Podjąć ryzyko, którego byliśmy całkowicie świadomi.

(Znacznie więcej informacji o tych i innych projektach można znaleźć na stronie: www.tomekmichniewicz.pl/projekty)

Natomiast dzisiaj staram się każdy ryzykowny projekt analizować pod kątem tego, co przyniesie, co komu da. Jeśli to ma być tylko przygoda, którą potem będę opowiadał i chwalił się, że było niebezpiecznie, to już mnie to nie interesuje. Za dużo mam do stracenia. Jeśli z jednej strony na szali jest śmierć, która jest ostateczną ceną, jaką możesz zapłacić, to po drugiej stronie musi być coś jakkolwiek istotnego. To nie może być stempel w paszporcie, to musi być coś dla naprawiania świata, tylko wtedy to się opłaca.

K.K.: Angażujesz się także w wiele ekologicznych i społecznych projektów. Byłeś inicjatorem akcji Tatende, ratującej afrykańskie nosorożce w rezerwacie Imire. Kłusownicy zabijają nosorożce wyłącznie po to, by pozyskać ich cenne rogi. Doświadczyłeś tego i opisałeś, co dzieje się tam naprawdę, jak wygląda ta tragiczna codzienna walka o ich przetrwanie, ryzykowanie własnego życia. Dużo zrobiłeś dla tego rezerwatu i jego pracowników oraz samych nosorożców. Powiedz mi, nie jest tak, że czujesz potrzebę niesienia pomocy, zmieniania świata?

T.M.: Bardzo dużo dostałem w życiu od innych, miałem też dużo szczęścia w niektórych momentach. I teraz odczuwam potrzebę, by to wszystko oddawać dalej, innym. Podróżując widzi się ogrom cierpienia i niegodziwości, naprawdę. Bardzo różne problemy mnie mocno dotykają. To poczucie, że inni mają okropnie ciężko, sprawia, że czasami po prostu pęka mi serce i staram się coś poprawić, pomóc w tej sytuacji. Wtedy powstają takie projekty jak Tatende.

TomekMichniewicz-9

fot. Tomek Michniewicz

(O wydarzeniach w rezerwacie Imire oraz akcji ratowania afrykańskich nosorożców można przeczytać tutaj: www.tomekmichniewicz.pl/tatende/masakra-w-rezerwacie-imire)

K.K.: Czy twoje podróże i działania nie wydają ci się czasem nierealne? Nie myślisz czasem: „Co ja tu robię? Czy to się dzieje naprawdę?”.

T.M.: Tak, pewnie. Często mam takie uczucie, to widać w moich książkach. Jeśli opisuję jakieś emocje, staram się ich nie koloryzować. Kiedy się boję, chcę, żeby czytelnik bał się ze mną, kiedy się czymś zachwycam, to chciałbym, żeby ktoś współdzielił ten mój zachwyt, a jeśli jestem zmęczony, to chciałbym, żeby poczuł ten znój, brud, zmęczenie. Czy to się udaje, czy nie, tego nie wiem, to pozostawiam do oceny czytelnika. Ale emocje są zawsze autentyczne.

Jeśli wyłapiesz w moich książkach dziesięć momentów, gdy się zachwycam światem, to właśnie w tych dziesięciu opisywanych przypadkach tak było. Gdy widzisz niebo nad Saharą w nocy i jeszcze nie ma pełni księżyca – ten widok, to doświadczenie, to jest jakieś dotknięcie absolutu. To jest coś więcej niż zachwyt, tego się nie da przełożyć na książkę. Emocje w tym momencie są nieprawdopodobne. Możesz leżeć całą noc i nie spać w ogóle.

K.K.: Tomku, masz jeszcze jakieś największe podróżnicze marzenie, czy może już się ono spełniło?

T.M.: Mam spis wielu projektów do zrealizowania, ale gdyby to było coś w kategoriach wielkiego marzenia, to już na pewno dawno bym je zrealizował. Nie uznaję takiego odkładania na później. Jeśli czegoś pragnę, staram się to robić od ręki, na nic nie czekać.

TomekMichniewicz-5

fot. Tomek Michniewicz

K.K.: Dziękuję ci bardzo za rozmowę i życzę powodzenia w dalszych projektach.

Kogo zainteresowała rozmowa z Tomkiem Michniewiczem oraz jego podróżnicze działania, zapraszam serdecznie na jego stronę: www.tomekmichniewicz.pl, na której znajdziecie wiele ciekawych porad podróżniczych, poczytacie o projektach oraz wyprawach. Jeśli lubicie czytać literaturę podróżniczą, to koniecznie sięgnijcie również po książki Tomka, które – szczerze przyznaję – wyróżniają się na tle innych pozycji na tej półce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *