Niepokonany na Atlantyku – wywiad z Aleksandrem Dobą

Przyjeżdżam spóźniona. Do hali przy ulicy Marsa, w której po raz kolejny odbywają się warszawskie targi turystyczne „TT Warsaw”, wpadam z prędkością światła. Rozpoczynam poszukiwania. Lekko zestresowana i z motylami w brzuchu, mijam stoiska kolejnych wystawców, plakaty oferujące mi ekskluzywne wczasy pod palmami, kolejną „niezapomnianą” podróż. Bardzo lubię to uczucie, które towarzyszy mi przed każdym spotkaniem. Niepewność, ale i ciekawość co do przyszłego rozmówcy. Jaki będzie, jak będzie nam się rozmawiało? Czy zadam dobre pytania, na które uzyskam wyjątkowe odpowiedzi? I wreszcie: Czy nawiążemy wzajemną relację, którą zapamiętam na długi czas?

Przyjeżdża spóźniony. Zapewne spotkamy się już po prelekcji. Wiecznie zabiegany, niby starszy człowiek, a w duchu cały czas Piotruś Pan – młody marzyciel. Wszędzie go pełno, a jak gdzieś się pojawi, to nie sposób odwrócić od niego wzroku. Uśmiechnięty i żywiołowy. Schowany za długą i gęstą brodą. Gaduła, która jednak uwielbia słuchać i sama stwarza do tego okazje.

– Zacznę od tego, że rozmawiam z uroczą Kasią. Przeszliśmy na „Ty”, a ona wciąż Pan i Pan. Bardzo ją proszę, aby mówiła mi po imieniu. Będziemy nad tym jakoś pracować. Ja jestem Olek, a Ty Kasia. 

Może powinnam to „wyciąć”? Uważam jednak, że wywiad to też rozmowa. Rozmowa, która nie musi być zamknięta w przyjęte ramy, jeśli obydwie strony prowadzą dialog. A my prowadziliśmy ją tak, jakbyśmy znali się już jakiś czas. Aleksander Doba to wielki podróżnik, ale przede wszystkim to człowiek o wielkiej duszy. Nie piszę o tym dlatego, że go szanuję i podziwiam, a wówczas w pewnym stopniu, nawet nieumyślnie, egzaltuje się pewne cechy. Chcę podzielić się tym, co na co dzień wydaje się błahe i  niezauważalne – jak niewiele wystarczy, żeby zaangażować się, dać drugiej osobie coś od siebie. A może jednak  ciepła osobowość i bezinteresowność to jest „wiele”?

Z tego miejsca Olku, chcę Ci podziękować za spotkanie, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że „stary” i „młody” to tylko zwykłe słowa ujęte w konwenanse. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, a Ty znów namieszasz na Atlantyku, w swoim niepowtarzalnym stylu.  Nie sądziłam, że poznanie Ciebie da mi tyle do myślenia.

469e3dc2-b214-11e4-91d7-0025b511229e
Źródło: www.off.sport.pl

Katarzyna Kurak: Mam przyjemność rozmawiać dziś z Tobą, Olku (podkreślam, nie Panie Aleksandrze, tylko Olku – staram się), z Podróżnikiem Roku 2015, wybranym spośród kilkunastu osób na świecie i docenionym za wybitny w historii wyczyn – jesteś pierwszą osobą, która przepłynęła Atlantyk z kontynentu na kontynent używając jedynie siły własnych rąk. Poprzednicy wspomagali się bodajże żaglami, mam rację?

Aleksander Doba: Przede mną trzy osoby przepłynęły Atlantyk, w tym dwóch Niemców, których głównym napędem były żagle, a wspomagali się wiosłami. A jedynie Brytyjczyk, który wyruszył  z wyspy Nowa Fundlandia w Kanadzie do Irlandii, nie używał żagli, co i ja uczyniłem w późniejszym czasie.

 K.K.: Co skłoniło Cię do podjęcia decyzji o wyruszeniu na Drugą Transatlantycką Wyprawę? Chęć walki z żywiołem, wyzwania samego siebie na próbę czy może samo osiągnięcie rozumiane jako ustanowienie nowego rekordu?

A.D.: Prawda jest taka, że pragnąłem znów wybrać się na ciekawą i dającą mi satysfakcję wyprawę. To była część mojego pierwotnego planu, ponieważ już kiedyś założyłem sobie przepłynięcie Atlantyku w trzech etapach. Pierwszy z nich zakładał trasę z Afryki do Ameryki Południowej, którą już przepłynąłem. Stamtąd miałem jeszcze ruszyć do Ameryki Północnej, jednak napotkałem po drodze pewne problemy i musiałem zrezygnować. Udało mi się natomiast przypłynąć do Ameryki Północnej z Europy, czego dokonałem w ubiegłym roku. To był drugi etap. Zatem trzeci, wyprawa życia – z Ameryki Północnej do Europy – dopiero przede mną! Chciałbym wyruszyć 14-ego maja 2016 roku z Nowego Jorku. Tym razem z zachodu na wschód, robiąc trasę odwrotną do tej poprzedniej.

Olek_Police

Fot. Aleksander Doba

K.K.: Jak wyglądają i ile trwają przygotowania do wyprawy kajakiem przez ocean?

A.D.: Właściwie fizycznie nie przygotowuję się prawie wcale. Staram się być aktywny na bieżąco – dużo chodzić, jeździć na rowerze. Nie ćwiczę na siłowni, bo mnie to po prostu nudzi. Traktuję siebie jako turystę kajakowego, a czy turysta przed wyjazdem chodzi na siłownię? Moje przygotowania skupiają się przede wszystkim na teoretycznej stronie podróży. Wyszukuję informacji o potencjalnych zagrożeniach, żeby móc się do nich odpowiednio przygotować tak, aby nie dać się pokonać żywiołowi.

K.K.: Spędziłeś 167 dób na oceanie, przepłynąłeś ponad 12 000 kilometrów, a wszystko to w wieku blisko 70 lat. Czy nie mówili Ci, że to szalony pomysł? Czy nie wątpili w powodzenie tej drugiej Transatlantyckiej Wyprawy?

A.D.: W pierwszą moją wyprawę wątpili wszyscy. Nikt nie chciał mi pomóc. Myśleli sobie, że w moim wieku to jest niemożliwe. Ja jednak nie uważam, żebym był stary, nie lubię udawać starego, ponieważ  czuję się młody. Wierzyłem w siebie i mi się udało. I to dwukrotnie.

K.K.: Jak radziłeś sobie z samotnością? „Olo”, Twój kajak, był zapewne wspaniałym towarzyszem, jednak przez sześć miesięcy byliście zdani wyłącznie na siebie.

A.D.: Rzeczywiście z „Olo” rozumieliśmy się bez słów. Nie było żadnych rozbieżności między kapitanem, a jego „załogą”. Wszystkie decyzje były podejmowane jednomyślnie. Jeżeli chodzi o Twoje pytanie, to ja wcale nie czułem się samotny. Dla mnie prawdziwą samotnością jest sytuacja, w której człowiek żyje sam, mimo że jest wśród tłumu innych ludzi. Jest samotny, bo tak naprawdę nie ma rodziny, przyjaciół, nikogo bliskiego. To jest paskudne uczucie. A ja, mimo że byłem tak daleko, jak mogłem się tak czuć, jeśli tylu ludzi przesyłało mi wiadomości, życzenia, trzymało za mnie kciuki jakby byli razem ze mną?

0019 (1)

Fot. Aleksander Doba

K.K.: O czym się myśli przez tyle samotnych dni?

A.D.: Myślałem o wszystkim. O tym, co już było, co się zdarzało kiedyś w życiu. O tym, co jest teraz, ale i o przyszłości. Marzyłem i planowałem. Mamy z żoną małą działkę i tak rozmyślałem od czasu do czasu co można na niej zrobić, co trzeba poprawić. Osiem razy pisałem żonie, że trzeba wyciągnąć środkową część zaworu, bo zbliża się zima. Jak widać, starałem się żyć na bieżąco.

K.K.: Jak wygląda kwestia żywienia, picia, spania podczas wyprawy kajakiem przez Atlantyk? Trudno sobie wyobrazić w jakich warunkach to wszystko przebiega.

A.D.: Wziąłem ze sobą żywność na pół roku. Z trudem zmieściła się w kajaku i specjalnie dobudowanej skrzynce, którą po opróżnieniu miałem wyrzucić. Mój kajak miał siedem metrów długości i metr szerokości, wbudowaną małą kabinę do spania – trochę większą od trumny. Byłem przygotowany, żeby żyć w kajaku przez te kilka miesięcy. Jadłem żywność liofilizowaną, czyli pozbawioną wody. Wodę czerpałem za to z oceanu. Była bardzo słona, ponieważ posiadała aż 35 promili soli – dla porównania była ona pięć razy bardziej słona niż  w naszym Bałtyku.  Wodę z oceanu mogłem przefiltrować za pomocą odsalarki.   Uzyskaną jałową  wodę pozbawioną soli i minerałów uzdatniałem dodając do niej tabletki mineralne.

 K.K.: Jakie były największe trudności, które spotkały Cię na oceanie? I jak sobie z nimi poradziłeś?

A.D.: Napotkałem osiem sztormów, które udało mi się przeżyć – jak widać skutecznie. Aby powstały duże sztormowe fale, muszą być spełnione cztery czynniki: akwen musi być bardzo głęboki, do tego rozległy, musi występować bardzo silny wiatr oraz odpowiednio długi czas, aby te fale zdołały się spiętrzyć. Mój najdłuższy sztorm trwał trzy  doby, a fale osiągały nawet 9 metrów wysokości. Na oceanie miałem również spotkanie z rekinami czy wielorybem.

 K.K.: Olku, skąd zrodziła się Twoja pasja do kajakarstwa i turystyki? Czy już jako dziecko wymarzyłeś sobie taką przyszłość?

A.D.: Urodziłem się 9 września 1946 roku. Gdy byłem jeszcze małym dzieckiem, moi rodzice zaszczepili we mnie chęć poznawania świata. Pamiętam, jak chodziliśmy na małe wycieczki, kiedy jeszcze mieszkałem w Swarzędzu koło Poznania, gdzie się urodziłem. Odwiedzaliśmy jezioro, za jeziorem las, a za lasem lotnisko Aeroklubu Poznańskiego – tam latały samoloty i szybowce, skakali skoczkowie spadochronowi. Zbierając grzyby w pobliskim lesie marzyłem sobie, żeby też tak kiedyś polatać – aż zostałem pilotem szybowca. W późniejszych latach uprawiałem różne formy turystyki – rowerową, pieszą nizinną, pieszą górską, skoki spadochronowe, żeglarstwo. Natomiast dopiero kiedy miałem trzydzieści cztery lata, wpadłem w kajaki. Wówczas pracowałem w  „Zakładach Chemicznych Police”. Mój kolega, który wędrował palcem po mapie, zaproponował mi spływ i wybrałem się na moją pierwszą rzekę – do tej pory ulubioną – Drawę. Na niej zresztą zaliczyłem pierwszą wywrotkę. Tak mi się spodobało kajakarstwo, że do dziś jest moją największą pasją. Do tej pory  mam najwięcej kilometrów przepłyniętych kajakiem w Polsce – ponad dziewięćdziesiąt sześć tysięcy.

z17289562Q,Gabriela-Doba--W-76--dniu-wyprawy-stracilam-kontak

Fot. Nicola Muirhead

K.K.: Wiele autorytetów kimś się inspiruje – kto Ciebie motywował w życiu?

A.D.: Często cytuję słowa irlandzkiego podróżnika i badacza rejonów polarnych, głównie   Antarktydy, Sir Ernesta Shackleton’a. W jego wypowiedzi zmieniam jedynie pierwsze słowo, zamiast  „morze” używając „woda”, dzięki czemu są to słowa bardziej uniwersalne. Słowa te warto zapamiętać i stosować.

„Woda, to jest żywioł, którego nie zwycięży się nigdy. Można być jedynie niepokonanym”. Ja Atlantyk tylko przepłynąłem nie dając się pokonać. Nie miałem zamiaru z nim walczyć. Wielu ludzi obcuje z wodą – kajakarze, żeglarze, marynarze, pływacy, a ilu ludzi co roku traci życie, lekceważy ten żywioł. A najcenniejsze, co posiadamy, to właśnie nasze życie.

K.K.: Czym jest dla Ciebie „podróż”?

A.D.: Bardzo ważne pytanie. Podczas mojej pierwszej i drugiej wyprawy to właśnie sama podróż, docieranie do celu było dla mnie najważniejsze. Kiedy dopłynąłem do Florydy, to tak naprawdę zakończyłem ten właściwy etap, zakończyłem tę moją wspaniałą podróż. Wszystko, co działo się po drodze, miało dla mnie znaczenie.

K.K.: Zapewne zgodzisz się, że właśnie to, co spotyka nas na naszej drodze w trakcie podróży, jest najpiękniejsze, bezcenne? Sama droga, nie cel, jest kierunkiem?

A.D. : Dokładnie. Dla mnie nie jest zawsze najważniejsze osiągnięcie danego celu, tak jak w przypadku przepłynięcia Atlantyku, tylko to, co jest pomiędzy – wędrowanie, podróżowanie, tułaczka. I tu pięknie to ujęłaś.

 K.K.: Chciałabym podzielić się z Tobą słowami Ryszarda Kapuścińskiego, który powiedział, że: „W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze – uroda życia”. Czy to dlatego wyznaczasz sobie wciąż nowe, trudniejsze do osiągnięcia cele? Nie tracisz tej motywacji?

A.D.: To jest ta ciekawość życia. Jestem świadomy, że nie jest możliwym, bym poznał cały świat. Jest jeszcze sporo miejsc i krajów, w których nie byłem, których nie znam. Kiedyś wybrałem się we wspaniałą podróż kajakiem morskim klasycznym za koło podbiegunowe północne, z Polic do Narviku. Wyprawa trwała sto jeden dni. W Norwegii jeszcze nie byłem, nie znałem ani języka ani ludzi. Dla wielu osób byłaby to bariera niemożności, wyjazd niemożliwy do zrealizowania. A dla mnie to są magnesy, które mnie przyciągają. Właśnie ta chęć poznawania i odkrywania sprawia frajdę i popycha do ruszenia w świat. Podobnie jest w sytuacji, gdy spotykam obcokrajowca i widzę, że on się stara, daje coś od siebie, aby poznać mój język, kulturę, wypowiedzieć dwa trudne słowa „Dzień dobry” po polsku. Od razu doceniam to i otwieram serce. Staram się podobnie postępować. Podchodzę do ludzi z uśmiechem, dzięki czemu i oni się uśmiechają, są sympatyczni. Ważne jest nasze nastawienie do innych i do świata. Dowiedziałem się kiedyś, że aby mieć poważną, ponurą czy smutną minę, trzeba więcej mięśni twarzy napiąć niż będąc uśmiechniętym i zadowolonym. Więc apeluję: idźmy na łatwiznę i uśmiechajmy się. Świat będzie piękniejszy.

K.K.: Skąd w Tobie tyle energii i motywacji? Sam zarażasz tak wielkim optymizmem.

A.D.: Ja czerpię energię od innych ludzi, jestem takim pasożytem. Często dostaję nadmiar energii, ciepła, radości od innych i wtedy muszę to oddać, przekazać dalej. To się wzajemnie napędza.

 K.K.: Olku, jakie jest obecnie Twoje największe marzenie?

A.D.: Moim marzeniem jest, aby Polacy byli dumni z osiągnięć naszych rodaczek i rodaków. Chciałbym, żeby ludzie mieli wiedzę o polskich osiągnięciach w różnych dziedzinach. I co ważne, żebyśmy sami dążyli do tego, żeby dokonywać wielkich rzeczy. Jesteśmy wspaniałym narodem i bądźmy z tego dumni.

0073

Fot. Aleksander Doba

K.K.: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Trzymam kciuki za kolejną wyprawę i kolejne marzenia. Bardzo się cieszę, że mogliśmy się poznać.

A.D. : Ja również dziękuję za spotkanie. Było mi bardzo miło.

I tak sobie siedzę, w grudniowy wieczór, spisuję naszą rozmowę, wertuję strony biografii Aleksandra Doby „Na oceanie nie ma ciszy”, chłonę przemyślenia i cytaty. I tak sobie myślę, że istnieją niesamowite paradoksy, sprzeczności w ludziach – być tak młodym w podeszłym wieku lub też być tak starym będąc dopiero młodym.

 „Czym jest dla mnie starość? Widzę ją, jak obserwuję ludzi, którzy chodzą o lasce, i kiedy słyszę, że są obłożnie chorzy. Ale myślę, że starość u ludzi jest mentalna. Rozmawiałem z o wiele młodszymi ode mnie, którzy mówili jak staruszkowie. Bardzo różnie się ludzie starzeją”.

12311077_999939416696238_5554039940404825320_n

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestEmail this to someoneShare on LinkedIn

6 Comments Add yours

  1. Olek napisał(a):

    Kasiu, to nie wywiad. To była bardzo miła rozmowa z uroczą Dziewczyną!!! Proszę popraw nazwisko autora zdjęcia z góry gdy ja w kajaku rozkładam ręce. Zdjęcie zrobiła Nicola Muirhead. Dziękuję za bardzo interesującą i miłą rozmowę. Życzę udanych Świąt i wszystkiego dobrego do następnych życzeń.

    1. travelsfool napisał(a):

      Olku, co za niespodzianka, że i tu Cię mogę spotkać. 🙂 cieszę się, że mogliśmy się poznać i porozmawiać dłużej – dla mnie to również ogromna przyjemność i bardziej niż wywiad – spotkanie z serdecznym znajomym. Oczywiście, już poprawiam błąd. Wybacz to przeoczenie. Dobrze, że zwróciłeś na to uwagę. Mam nadzieję, że nie ma więcej takich błędów. Swoją drogą to moje ulubione zdjęcie – jest magiczne.. 🙂 Tobie Olku również wszystkiego co najlepsze i do usłyszenia! Pozdrawiam

  2. hr w podróży napisał(a):

    „…nie lubię udawać starego, ponieważ czuję się młody” – uwielbiam to!

    1. travelsfool napisał(a):

      wspaniałe podejście do życia, co?;-) aż miło posłuchać i popatrzeć. pozdrawiam i dziękuję za komentarz! zaraz zaglądam do Ciebie 🙂

      1. hr w podróży napisał(a):

        Wczoraj zieleniałam z zazdrości, że miałaś okazję na takie spotkanie. Nie wiem czy widziałaś jaki cytat mam na stronie głównej?:)

        1. travelsfool napisał(a):

          tak!! właśnie bardzo miło się zaskoczyłam wchodząc na Twoją stronę :-)) zachęcam do spotkania, to naprawdę łatwiejsze niż się wydaje 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *