W Fezie

Uwielbiam podróżować. Nie mam na myśli jedynie najważniejszej istoty podróżowania i odkrywania nowych miejsc, lecz także sam proces bycia w drodze, przemieszczania się z miejsca do miejsca – podróżowanie pociągiem, samochodem czy  busem. Sprawia mi to ogromną przyjemność. Tym razem jednak nie było tak kolorowo.

Pociągiem z Rabatu podróżowaliśmy kilka godzin, gdzie całą drogę spędziliśmy na korytarzu podsiadając nasze plecaki. Wszystkie przedziały zajęte, na korytarzu równie tłoczno. Wielu młodych Marokańczyków wracało do większych miast na uczelnie, ponieważ właśnie kończyły się ferie. A my, początkowo pełni energii, stopniowo opadaliśmy z sił, jedynie od czasu do czasu piękne widoki za oknem tchnęły w nas więcej życia. Wieczorem mieliśmy znaleźć się już w kolejnym marokańskim mieście. W dawnej stolicy Maroka i zabytkowym ośrodku kulturalnym, gdzie wiekowe tradycje i zabudowa zachowały swój charakter sprzed kilkuset lat.

MEDYNA

„Najbardziej skomplikowana mila kwadratowa na świecie” – takim określeniem nazywana jest feska medyna, czyli stara dzielnica, która stanowi serce miasta. Medyna w Fezie to prawdziwy labirynt ulic, uliczek i jeszcze mniejszych ścieżek, w którym rzeczywiście każdy ‚musi’ się zgubić. My możemy to potwierdzić. Nawet mapa i dobra orientacja w terenie nie zdziałają wiele. Podobno nie ma drugiej takiej medyny w całym Maroku ani nigdzie indziej. Gęsta zabudowa w połączeniu z imponującą liczbą mieszkańców powoduje, że  ciasno i wąsko jest tu na każdym kroku. Szacuje się, że samą medynę zamieszkuje około 200-250 tysięcy mieszkańców. Choć stara medyna Fezu jest czterokrotnie mniejsza od tej marrakeskiej, to właśnie tutejsza uważana jest za najwspanialszą.

Rzeczywiście trzeba przyznać, że medyna w Fezie to niesamowite miejsce. Uliczki są tak małe i gęsto rozłożone, że trudno jest orientować się w ich rozmieszczeniu. Skomplikowane i zawiłe połączenia między nimi powodują, że nie zgubić się tutaj to prawdziwa sztuka. Podobno w samym zagubieniu tkwi cała atrakcja i przyjemność zwiedzania tego miasta, dlatego od początku nastawialiśmy się na ewentualną tułaczkę przed siebie -czy w poszukiwaniu drogi czy bez celu. Zabudowa medyny powoduje, że poruszanie się samochodem jest tu praktycznie niemożliwe – na krętych uliczkach, składających się częściowo tylko ze schodów, można spotkać tu często osiołki.

Podczas tych kilku dni spędzonych w Fezie medyna stała się dla nas niejakim labiryntem bez wyjścia, który w jakiś sposób nas fascynował, a z drugiej strony osaczał i męczył. Kolejny raz zauważam, że marokańskie miasta mają to do siebie, że wywołują sprzeczne odczucia. Zarówno zauroczenie i zachwyt, jak i zdumienie czy zmęczenie, które odczuwa się wszystkimi zmysłami. Przytłoczenie odmiennością, która wynika już nie tylko z różnic religijnych i społecznych, ale także z samego charakteru miast, które pełne są ciasnych i ruchliwych miejsc, gdzie życie toczy się szybko i intensywnie, nie dając czasu, by odetchnąć. Radość i fascynacja, bo jesteśmy w tak nowym dla nas świecie, egzotycznym, pełnym kontrastów, barw, smaków i chaosu.

10858349_10203421195162474_1281668954227730330_n

IMG_9281

IMG_9284

IMG_9285

IMG_9287

HISTORIA FEZU

 Fez to najstarsze i najważniejsze z czterech sułtańskich miast Maroka, które do 1912 roku pozostawało stolicą kraju. Założone zostało na przełomie VIII i IX wieku. W pierwszych latach istnienia był zaledwie nadrzeczną wioską i dopiero w późniejszych latach stał się siedzibą sułtana. Fez zaczął się rozwijać jako centrum duchowe – w IX wieku powstał tu  meczet Al-Karawijin, jeden z najważniejszych meczetów świata muzułmańskiego, a także religijne, naukowe i handlowe. Kolejne dynastie wybierały Fez ponownie na stolicę państwa. Powoli osadzały się tu kolejne narodowości – Żydzi oraz Hiszpanie z Andaluzji, dzięki czemu w mieście powstawały nowe dzielnice. Zaczęto wznosić okazałe budowle i piękne zabytki, które przetrwały do dziś. Przez stulecia Fez utrzymywał swoją przewagę polityczną i gospodarczą, aż do momentu gdy w 1912 ro państwo straciło suwerenność i zostało podzielone na wpływy Francji i Hiszpanii. Nową stolicą, a tym samym najważniejszym miastem stał się Rabat. Mimo, że również dziś Fez nie dotrzymuje kroku gospodarczemu rozwojowi takich miast jak Casablanca czy Rabat, wciąż pozostaje jednym z najchętniej odwiedzanych i popularnych miejsc w całym Maroko. Uważany jest za najlepiej zachowane średniowieczne miasto spośród wszystkich miast krajów muzułmańskich. Charakteryzuje się  wyjątkową zabudową  i starodawnymi tradycjami, które odzwierciedlają ducha czasu.

Miasto dzieli się na trzy dzielnice: Fas al-Bali – starą medynę, Fas al-Dżdid – nową medynę oraz Ville Nouvelle. Wszystkie atrakcje i ważne miejsca znajdują się na dwóch medynach. My mieszkaliśmy na nowej medynie Fas al-Dżdid, która znajduje się na początku całego starego kompleksu i jest pierwszą zabytkową jego częścią. Do samego miasta przybywamy późnym wieczorem, na dworcu łapiemy taksówkę i prosimy o podwiezienie nas pod bramę Bab Bu Dżalud, prze którą wchodzi się na medynę. Jak w każdym miejscu do tej pory nie mieliśmy noclegu, dlatego też czekało nas jeszcze poszukiwanie hostelu. Przez całą drogę prowadziliśmy  zagorzałą dyskusję z taksówkarzem, który usiłował namówić nas na hotel „znajomego swojego znajomego”. Stanowcze odmowy nie pomagały, taksówkarz wciąż próbował, aż w końcu podjechał pod ów hotel. Od razu wyczuliśmy co się kreci i szybko opuściliśmy taksówkę biorąc plecaki i płacąc w pośpiechu. Nie chcieliśmy narażać się na nieprzyjemne sytuacje. Udaliśmy się pod bramę, by znaleźć pierwszy hostel, o którym wyczytaliśmy pochlebne opinie w Internecie. Podobno ceny dobre, lokalizacja również sprzyjająca, a właściciel to przemiły starszy Pan, który siedzi na krześle przed swoim hostelem i zaczytuje się w gazecie. Nikt jednak nie wspomniał, że jest czarodziejem… 🙂

DŻELABA

 „Czarodziej” – takim określeniem można nazwać prawie każdego mężczyznę napotkanego na ulicach w Maroko. Dlaczego? Wszystko za sprawą charakterystycznej, tradycyjnej szaty o nazwie „Dżelaba”, która stanowi wierzchnie okrycie mężczyzn oraz, jak się okazuje, także i kobiet. Nosi się je nie tylko w Maroko, ale i w innych krajach Afryki Północnej. Dżelaba to długa i luźna szata, którą wyróżniają szerokie rękawy i specyficzny spiczasty kaptur. To właśnie ze względu na bardzo charakterystyczny kształt kaptura nazywaliśmy spotykanych Marokańczyków czarodziejami. Szata to tradycyjny ubiór, który obowiązuje już od wieków. Obecnie, farbowana na przeróżne kolory, pełni nie tylko funkcję ozdobną, ale przede wszystkim stanowi wygodny i praktyczny strój na co dzień. Wspomniany już kaptur nazywany „cob” chroni zarówno przed słońcem, jak i przed piaskiem (zwłaszcza na pustyni). Natomiast obszerne i głębokie kieszenie pozwalają na przechowywanie wielu rzeczy. Damskie dżelaby są dodatkowo bogate zdobione haftami lub błyszczącymi elementami. Często wykonane są też z eleganckich i delikatnych tkanin np. aksamitu czy jedwabiu. Doczytałam się, że w górach Atlasu szaty te mają również ważne znaczenie społeczne – ich zabarwienie  określa stan cywilny osoby, która je nosi. Kawalerowie noszą ubrania ciemnobrązowe, a mężczyźni zamężni jasne.

Co do hostelu, ciekawostką jest jego położenie – z jednej strony bardzo dogodne, gdyż znajduje się on przy samej bramie wejściowej ma medynę, z drugiej zaś kryje pewną niespodziankę, o której mogliśmy się przekonać pierwszej nocy. A właściwie już nad ranem, gdy o wschodzie słońca usłyszeliśmy pierwsze nawoływania modlitewne muezzina. Nawoływania były tak głośne, że nie mogliśmy spać przed dobre kilkadziesiąt minut. Okazało się, że nasz hostel sąsiaduje z położonym naprzeciwko meczetem. Przez kolejne dwie noce muezzin budził nas zawsze o tej samej porze, a kładąc się spać wiedzieliśmy już, że nasz sen znów przerwie ten donośny, magiczny głos. Bezcenne doświadczenie. 🙂

BAB BU DŻALUD

Podczas naszego dwudniowego pobytu w Fezie zwiedziliśmy głównie całą medynę, czyli dwie dzielnice: Fas-al-Bali oraz Fas-al-Dżdid. Ważne zabytki i miejsca wplątane są w zawiłą zabudowę medyny i aby do nich dotrzeć trzeba się czasami nie lada natrudzić. Wejście do medyny stanowi 14 bram, z których najpopularniejszą jest Bab Bu Dżalud. Tak się szczęśliwie złożyło, że mieszkaliśmy tuż obok niej i malutkiego placu, który rozpościera się przed bramą. Co dzień mogliśmy delektować się smakiem kawy i jej widokiem w lokalnej kawiarni. Bab Bu Dżalud zdobią piękne i kolorowe płytki zulajdż o skomplikowanym ułożeniu. Po przekroczeniu progu bramy czujemy się, jakbyśmy przekraczali granicę do nowego świata. W tym momencie rozpoczyna się długa i chaotyczna wędrówka. Jedna z szerszych uliczek prowadzi nas wzdłuż zabudowań i tak mijamy kilkanaście restauracji i stoisk, do których zapraszają wszystkich przechodniów. Postanawiamy – jeszcze z dużą dawką ambicji i uporu 🙂 – korzystać z mapy i znaleźć pierwszy ważny punkt na naszej trasie – Medresę Bu Inanijja.

20150203_122156

Brama Bab Bu Dżalud

MEDRESA BU INANIJJA

Medresa to najcenniejsza i największa szkoła koraniczna w Fezie. Powstała jeszcze w XIV wieku na zlecenie sułtana Abu Inana Farisa, po którym nosi nazwę. Medresa Bu Inanijja stanowi wyjątkowy zabytek na skalę całego Maroka – jest jedyną szkołą koraniczną w kraju, która ma własny minbar  oraz minaret. Różni się od innych medres w Fezie również tym, że ma prawdziwy meczet, a nie tylko wyodrębnione miejsce do modlitw. Najważniejszym miejscem w medresie jest dziedziniec z okrągłym miejscem do ablucji. Rozglądając się wokół można zobaczyć bardzo bogate ornamenty i zdobienia , którymi pokryte są wszystkie ściany. Znajdziemy tu płytki zulajdż z geometrycznymi wzorami, rzeźbienia w drewnie cedrowym oraz stiukowe dekoracje. Naprzeciwko wejścia, po drugiej stronie dziedzińca znajduje się meczet z minaretem zdobionym zieloną, niebieską i białą mozaiką zulajdż. Minaret dobrze widać głównie z oddali. Wewnątrz meczetu znajduje się zabytkowy minbar, czyli kazalnica, z której wygłasza się przemówienia i modlitwę. Medresa Bu Inanijja bardzo przypomina Medresę Ibn Jusufa w Marrakeszu. Jest równie piękna, a masa zdobień i dekoracji imponuje już od przekroczeniu jej progu. Mimo połączenia z meczetem, również osoby nie wyznające islamu mogą ją zwiedzać, dzięki czemu udało nam się wejść na jej teren. Bilet kosztował 10DH, czyli ok. 3,5zł.

IMG_9289

IMG_9288

IMG_9300

IMG_9296

IMG_9291

IMG_9292

IMG_9304

IMG_9299

ZEGAR WODNY

 Tuż naprzeciwko Medresy Bu Inanijja, wysoko na ścianie budynku,  znajduje się duża drewniana konstrukcja – zegar wodny. Zbudowany jest z 13 okienek i platform, na których dawniej umieszczano mosiężne naczynia. Gdy zegar działał, co godzinę z jednego okienka spadał ciężarek do naczynia poniżej. Miało to wyznaczać wiernym porę modlitwy. Obecnie zegar już nie działa, ale pozostaje stałym elementem zabudowy wąskiej ulicy. Początkowo trudno nam było go zlokalizować ze względu na jego kształt i umiejscowienie. Znajduje się wysoko nad głowami przechodniów i zupełnie nie przypomina tradycyjnych zegarów, jakie znamy.

IMG_9306

Kierujemy się dalej uliczkami medyny – chcemy dotrzeć na sam jej koniec do Garbarni Szawara, które leżą nad rzeką Fez. Postanawiamy przejść całą medynę i poprzyglądać się tutejszym sukom, krętym zaułkom i lokalnemu życiu. Nie spodziewaliśmy się, że droga przez medynę będzie tak długa. Przez całą wędrówkę przyglądaliśmy się mniejszym i większym kolorowym dywanom porozwieszanym nad naszymi głowami, przyprawom, pamiątkom i wielu innym przedmiotom. Gdy odpowiedzieliśmy na jedno z zaproszeń do sklepu z dywanami,  poznaliśmy cenową ciekawostkę. Podziwialiśmy przez jakiś czas kilkadziesiąt różnych egzemplarzy – każdy w innym rozmiarze i wzorze. Ręcznie robione dywany to przykład pięknej i ciężkiej pracy, a także wieloletniej marokańskiej tradycji. Po krótkiej rozmowie z właścicielem o naszej edukacji i statusie majątkowym wspólnie doszliśmy do wniosku, że nie będziemy dobrymi klientami 😀 Okazało się, że średniej wielkości dywan kosztował więcej niż łączny budżet całej naszej czwórki! Nie było nas na to stać, chociaż niewątpliwie była by to wspaniała pamiątka.

IMG_9312

IMG_9309

IMG_9310

IMG_9318

MECZET KARAWIJJIN

Jest największą i najważniejszą budowlą sakralną Fezu  oraz  jednym z ważniejszych meczetów świata muzułmańskiego. Meczet jest ogromną budowlą, którą trudno dostrzec wśród zwartej zabudowy wokół. Prowadzi do niego aż 14 wejść, co ciężko sobie wyobrazić w tak gęstym i zawiłym systemie ulic. Nie łatwo było znaleźć nawet jedno właściwe wejście, co dopiero kilka kolejnych. Karawijiin jest niemal rówieśnikiem Fezu, gdyż powstał w IX wieku, co czyni go tym samym najstarszym meczetem w świecie zachodniego islamu. Jego nazwa pochodzi od tunezyjskiego miasta Kairuan, czwartego świętego miasta islamu. Z tego miejsca pochodzić miała Fatima, córka bogatego  osadnika, fundatorka i inicjatorka budowy tej świątyni. Niestety jak do większości meczetów w Maroku, tak i do Karawijjin nie mieliśmy wstępu. Mogliśmy jedynie sfotografować dziedziniec i pobliskie wnętrza zza uchylonych bram. Moją uwagę zwraca niesamowita posadzka, która jak się okazuje została wyłożona 50 tysiącami płytek zulajdż.

IMG_9322

IMG_9321

GARBARNIE CHOUWARA

To nasz główny punkt na trasie zwiedzania w Fezie. Garbarnie Szawara pojawiają się w każdym przewodniku po Fezie i przyciągają wielu zainteresowanych. Nie bez powodu, ponieważ są największym kompleksem w Maroko, gdzie farbuje się zwierzęce skóry. Garbarniom poświęcam cały oddzielny post, w którym znajdziecie informacje o tym jak wygląda proces farbowania skór, jak położone są garbarnie i dlaczego oraz jak się je zwiedza i do nich dociera. Więcej o Garbarniach Chouwara.

76

77

IMG_9333

Dla mnie jest to miejsce, które na pewno warto zobaczyć, ze względu na odmienność wiekowych tradycji, kultury, a nawet samej architektury i zabudowy. Zwłaszcza, że charakter i organizacja pracy garbarzy nie zmieniły się tu od czasów średniowiecza. Do dziś korzysta się  tu z najstarszych metod wytwarzania i obróbki skór. Polecam poczytać, a najlepiej oczywiście samemu zobaczyć 🙂

DZIELNICA ANDALUZYJSKA

Udajemy się na spacer do dzielnicy założonej na początku IX wieku przez uciekinierów z Andaluzji. Dzielnica znajduje się jeszcze za garbarniami, po drugiej stronie rzeki Fez na wzniesieniu. Wspinając się po wzgórzu możemy obserwować ładny widok na całe miasto i jego gęstą zabudowę. Odcięta w pewien sposób od miasta dzielnica jest spokojniejsza i mniej turystyczna od głównej medyny. Przez wieki rozwijała się jakby poza głównymi wydarzeniami w mieście. Właściwie prócz Marokańczyków nie spotka się tam nikogo innego. Byliśmy jedynymi nie-Marokańczykami w tej okolicy, dlatego też przyciągaliśmy dużą uwagę i masę spojrzeń. Już po kilku minutach czuliśmy się tu źle – wszyscy patrzyli się na nas z zaciekawieniem i zdumieniem, a my nie czuliśmy się zbyt dobrze. Do tej pory w żadnym innym mieście nie spotkała nas taka sytuacja – wszędzie otaczali nas sami lokalni mieszkańcy, ale do Dzielnicy Andaluzyjskiej widocznie nadal dociera jeszcze niewielka liczba turystów. Z tego powodu każdy nie-Marokańczyk może wzbudzać zainteresowanie. Po kilkudziesięciu minutach spaceru w głąb dzielnicy i poszukiwaniu kilku zabytków zrezygnowaliśmy z dalszej wędrówki i wycofaliśmy się z powrotem na wzgórze.

75

Widok na Dzielnicę Andaluzyjską z Garbarni Chouwara

IMG_9355  Widok na medynę ze wzgórza

IMG_9353

IMG_9348

Dziś Dzielnica Andaluzyjska to głównie zabudowania mieszkalne, stare i obdrapane budynki, małe uliczne sklepiki i warsztaty rzemieślnicze. W dalszej części to również restauracje i knajpy. Jej centralną część stanowią okolice meczetu Andaluzyjskiego, który jest drugim z najstarszych meczetów miasta zaraz po Karawijjin.

***

Gdybym miała określić Fez jednym wspomnieniem z podróży to byłby to labirynt. Labirynt ulic i zakamarków, czyli zabytkowa medyna, której podporządkowane jest całe życie mieszkańców, rozmieszczenie zabytków i ważnych miejsc. Gęsta i ciasna zabudowa jeszcze bardziej przybliża nas do lokalnego życia, zwyczajów i tradycji, które możemy tu nie tylko obserwować, ale i w nich uczestniczyć. W Fezie ponownie spotkaliśmy się z tym egzotycznym, orientalnym klimatem, który zafascynował nas w Marrakeszu. Mimo, że Fez jest miastem zupełnie innym, to i tutaj czuć tego magicznego ducha czasu.

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestEmail this to someoneShare on LinkedIn

2 Comments Add yours

  1. Gorzat napisał(a):

    Trzy tygodnie mnie tu nie było, ale widzę, że trzymasz pisarską formę:) Jak zaliczę dzięki odwołaniom do tekstu o garbarniach egzamin z globalizacji, to masz u mnie piwo:)

    1. travelsfool napisał(a):

      trzymam trzymam, staram się! i wspaniale, że Ty też czytujesz nawet jeśli z opóźnieniem :)). co do obietnicy – trzymam za słowo 😀 a za egzamin oczywiście kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *