LAST PRICE, LAST PRICE! Fakty i mity targowania się w Maroko

 IMG_9310

Jak dobrze się targować? Jakie sztuczki stosują wobec nas sprzedawcy, a jakie możemy zastosować sami? Jak bardzo cena wyjściowa różni się od tej za jaką faktycznie kupujemy dany produkt? Te wszystkie pytania zaprzątały moją głowę jeszcze na długo przed podróżą do Maroka. O tradycji targowania się w tym kraju słyszałam już o wiele wcześniej, jednak pomyślałam, że warto dowiedzieć się nieco więcej o przebiegu i formie tego codziennego rytuału.

To prawda – targowania nie unikniemy niemal w każdym miejscu i o każdej porze – nawet poza ruchliwymi sukami, małymi ulicznymi sklepikami czy dużymi placami. Negocjowanie ceny dotyczy tu nie tylko produktów żywnościowych czy pamiątek, ale także noclegów, taksówek czy transportu między miastami. Spotkamy się z nim dosłownie wszędzie.

Szczerze przyznam, że zagłębiając się w lekturę przewodników po Maroko sporo naczytałam się o tym, jak wygląda proces targowania się, co trzeba robić, a czego nie wolno, jak powinno się „grać”, żeby odnieść jak największą korzyść. Które z tych informacji okazały się przydatne i zgodne z rzeczywistością, a które na miejscu nie potwierdziły się ani trochę? Oto kilka informacji i wskazówek – Mitów i Faktów dotyczących targowania – a także ich porównanie z tym, co faktycznie spotkało nas na miejscu. Warto dowiedzieć się, jak wygląda to naprawdę.

IMG_9310

1. MIT PIERWSZY: Sprzedawca podaje pierwotnie cenę 3 razy wyższą od realnej wartości produktu.

Jak zostało napisane w kilku przewodnikach, ale również na stronach internetowych – cena po której nabywamy dany produkt stanowi około jedna trzecią ceny, którą początkowo proponuje sprzedawca. W rzeczywistości nie przekłada się to tak dokładnie na proces targowania. Na pewno nie warto zapamiętywać, że cena jest zawsze akurat trzy razy wyższa. Co warto wiedzieć: cena podawana przez sprzedawcę na pewno będzie wyższa od tej, na którą finalnie się zgodzi. Na tym polega targowanie – cena wyjściowa nigdy nie będzie tą za którą kupimy produkt, dlatego sprzedawca chcąc jak najwięcej skorzystać na transakcji poda wyższą niż normalnie cenę wyjściową. To, ile zapłacimy za daną rzecz, nie będzie stanowiło zawsze jednej trzeciej początkowej ceny, a będzie zależało jedynie od naszych umiejętności jej zbicia oraz cierpliwości co do przebiegu transakcji. Raz zapłacimy pięć razy mniej niż początkowo narzucił nam sprzedawca, a raz jedynie połowę początkowej ceny. Skoro możemy się targować, mamy takie prawo, a wręcz jesteśmy do tego zobowiązani przez panujące tam tradycje – czemu z tego nie skorzystać? Najlepszym wyjściem jest nie zastanawianie się nad tym ile razy mniejsza powinna być cena końcowa, a proponowanie coraz niższych kwot, aż staniemy na swoim. Mimo, iż kilka razy podczas rozmowy usłyszymy „Last price! Last price!”  to nie do końca należy w to wierzyć.

Kiedy w trakcie podróży awaryjnie potrzebowaliśmy zakupić bluzę (oczywiście po niskiej, studenckiej cenie;)) rozglądaliśmy się po kilku stoiskach. Jeden ze sprzedawców w Marrakeszu zaproponował nam dość wysoką jak na nasz budżet kwotę – 250dh, czyli około 80zł. Po zejściu z 250dh do 150dh usilnie twierdził, że to już naprawdę ostatnia, najostateczniejsza cena! Gdy już odchodziliśmy dziękując grzecznie za pomoc, sprzedawca nie mógł się z tym pogodzić. Finalnie kupiliśmy jego produkt za jedyne 80dh, więc Pan aż 4-krotnie opuścił nam cenę zapominając o swoich wcześniejszych stanowczych obietnicach. 🙂

2. MIT DRUGI: Uważaj! Proponując zbyt niską cenę możesz bardzo urazić sprzedawcę tym samym zakończyć całą transakcję.

Kolejna informacja, która podczas naszej podróży nie potwierdziła się w rzeczywistości. Bo właściwie jaka jest ta „zbyt niska” cena? Czytając przewodniki po Maroko mogę stwierdzić, że opisy tradycji targowania są bardzo zgeneralizowane i przesadzone. Na miejscu tak naprawdę nie jest, a już na pewno nie w opisanej w przewodniku skali. Dlatego myślę, że nie warto trzymać się sztywnych zasad i reguł – lepiej kierować się własną intuicją czy doświadczeniami na miejscu. Sama mogłam się o tym przekonać. Jadąc do Maroka spodziewałam się, że targowanie będzie nieprzyjemnym, nachalnym procesem, przez który zapewne nie uda mi się kupić tego, czego na prawdę chcę. Jednak szybko zorientowałam się, że nie trzeba wierzyć we wszystko co napisane zanim samemu się nie spróbuję. Nie było czego się bać. Ani razu nie spotkała nas nieprzyjemna sytuacja, by sprzedawca się obraził, poczuł urażony czy zdenerwowany zaproponowaną przez nas ceną. Chcąc uszanować marokańskie zwyczaje i kulturę targowaliśmy się uprzejmie i ze spokojem, lecz także stanowczo. Gdy coś nam się nie podobało zwyczajnie dziękowaliśmy lub opuszczaliśmy stoisko, co nie było niczym niegrzecznym. Podobnie było w przypadku ceny. Proponowanie kilkukrotnie niższej od pierwotnej ceny nie stanowi dla sprzedawcy obrazy – jest to jedynie propozycja, na którą wcale nie musi przystać. Wszystko zależy od podejścia i atmosfery w jakiej transakcja przebiega.

3. MIT TRZECI: PODSTĘPNA GRA ZAMIAST SPOTKANIA Z TRADYCJĄ?

Czy sprzedawca widzi w nas jedynie okazję do zarobku? Czy jesteśmy ofiarami podstępnej gry, w której  przegrany jest zawsze tylko jeden? A może tradycja targowania to naturalne i osobiste spotkanie z najprawdziwszą marokańską duszą? Kolejny element zbliżający nas do kultury i świata Marokańczyków?

Z pewnością istnieją i tacy, dla których głównym celem jest jedynie naciągnięcie turystów i oszukanie ich pchane zachłannością. Biorę tu pod uwagę kilka wyjątków, które spotkały nas na turystycznym placu Dżemaa el-Fna, ale to opowieść na oddzielny wpis. Warto jednak podkreślić, że w przeciętnym targowaniu nie ma ani krzty agresywności czy wrogości. Podróżujący świadomie i z zainteresowaniem miejscową kulturą zawsze wyniosą z targowania dobrą lekcję na przyszłość. Uczy nas to  asertywności (mnie szczególnie, ponieważ nie zawsze łatwo mi wszystkiego odmówić), cierpliwości i poszanowania obcych zwyczajów, które dla nas mogą wydawać się nienaturalne i dziwne, a dla innych są normą.

Głęboko zainteresowani mieszkańcami i kulturą chcieliśmy sprawdzić  jak rzeczywiście to wygląda. Za każdym razem było to dla nas doświadczenie zupełnie inne, trochę jakbyśmy cały czas zaczynali od nowa. Tylu ilu ludzi, tyle odmiennych sytuacji i doświadczeń wartych poznania. Dla nas na pewno targowanie pozostanie bliskim spotkaniem z tym, co autentyczne, tradycyjne i lokalne. Może kilka razy byliśmy już zmęczeni, może nie mieliśmy już ochoty krążyć dalej w gęstych sukach i zaglądać do kolejnego stoiska, ale na pewno wynieśliśmy z tego pozytywną naukę na przyszłość.

Z perspektywy czasu wiemy, że negocjowanie cen to istna sztuka. Gdyby spojrzeć na to z boku, między sprzedawcą a kupującym odgrywa się prawdziwe przedstawienie. Czytając wcześniej o ciekawym „show”, jakie serwują nam sprzedawcy podczas targowania wyobrażałam sobie teatralne i przesadzone gesty, emocjonujące wymiany zdań, próbę „uwiedzenia klienta”. Ale wszystkie zachowania i słowa mają pewną naturalną urzekającą moc. Sprawiają, że rzeczywiście cały proces urasta do rangi małego przedstawienia, niewinnej gry lecz o pozytywnym charakterze, czasami przyjemnej rozrywki dnia codziennego, która choć krótka, na zawsze zapadnie w twojej  pamięci.

IMG_9315

10978573_10203627399462290_7707401235409663678_n

IMG_9318

Jest też kilka istotnych faktów, jakie zaobserwowaliśmy w kwestii targowania się i ustalania cen w Maroko:

1.FAKT PIERWSZY: Przed podróżą zasięgnij informacji o przykładowych cenach produktów.

Szczerze polecam przed podróżą przygotować sobie informacje o obowiązującym poziomie cen dla wybranych produktów – zawsze warto wiedzieć, czego mniej więcej można się spodziewać. Poza tym, dzięki znajomości realnej wartości danego produktu będziemy bardziej świadomi i zorientowani w procesie targowania i ustalania faktycznej ceny tego, co chcemy kupić. Na pewno szybko zdamy sobie sprawę, czy cena proponowana przez sprzedawcę jest adekwatna do wartości towaru czy o wiele za wysoka.

2. FAKT DRUGI: Cenę danej usługi ustalaj zawsze na początku.

Z życia wzięta  informacja, która rzeczywiście bardzo pomaga na miejscu.  Przede wszystkim tyczy się to korzystania z usług taksówkarzy i przewoźników między miastami, ale także jedzenia w restauracjach i lokalach. Zawsze warto uprzednio ustalić jaka będzie cena i ile przyjdzie nam zapłacić. Słowo jest dla Marokańczyków bardzo ważnym wyznacznikiem i często to właśnie ustna deklaracja stanowi potwierdzenie większości transakcji jakie zachodzą między sprzedającym a klientem. Dane słowo to wartość nie do podważenia – jeśli umówimy się na coś wcześniej, spodziewajmy się, że będzie nie inaczej. Dlatego tak istotne jest, by uważać na swoje deklaracje i pamiętać, na co się umawialiśmy z usługodawcą. Zwłaszcza w  przypadku korzystania z taksówek warto na początku ustalić, ile wyniesie nas dany odcinek podróży, w danym składzie osobowym i o danej porze dnia. Podobnie jest w kwestii zamawianych posiłków w restauracjach czy lokalach – jeśli wolimy być pewni ile zapłacimy za posiłek, lub nie mamy innego wyjścia i chcemy zjeść posiłek jedynie za określoną kwotę możemy omówić to uprzednio z właścicielem lub pracownikiem. Przykładowo w taki oto sposób, po wejściu do lokalnej restauracji w Fezie ustaliliśmy od razu z właścicielem, że mamy tylko 60dh na cztery osoby i tyle możemy zapłacić. Właściciel zaproponował nam jeden duży kus kus dla wszystkich, po czym przyniósł cztery łyżki. Kus kus był pyszny i duży, więc każdy najadł się nawet na zapas. Gdy przyszło nam zapłacić –   zapłaciliśmy zgodnie z umową 60dh za naszą czwórkę. Wszyscy byliśmy zadowoleni – i my, i właściciel 🙂

3. FAKT TRZECI: Słowo mężczyzny, a miejsce kobiety.

Stosunek do kobiet w tym kraju jest powszechnie zauważalny. Dyktowany zasadami moralnymi i regułami religijnymi wszechobecny neutralizm i obojętność wobec kobiet to często spotykany akt. Kobieta, a zwłaszcza turystka stanowi w Maroko drugi plan. Nie znaczy to, że kobieta jest tu od razu dyskryminowana – zgodnie z odwieczną i wpisaną w islam tradycją przyjmuje się, że o większość spraw dbają mężczyźni  i to oni podejmują większość decyzji. Ma to również pewne przełożenie na stosunek Marokańczyków do innych kobiet. W sytuacji, gdzie w grupie podróżujących jest kilka kobiet i mężczyzna – to on zazwyczaj będzie traktowany jako przedstawiciel grupy i osoba, z którą prowadzi się dyskusję. Większość spraw omawia mężczyzna z mężczyzną.  Jego zdanie uznaje się za ostateczne i przypisuje się mu większą wagę, on też ustala ceny i ma większy wpływ na przebieg procesu targowania. Warto wiedzieć o tym, że sytuacja grupy, w której jest co najmniej jeden mężczyzna jest na miejscu o wiele łatwiejsza.

Dla mnie osobiście targowanie pozostanie pozytywnym doświadczeniem, pozwalającym nawiązać kontakt z drugą osobą, a także sprawdzić samego siebie, swoje możliwości, intuicję, spryt. Możliwość negocjowania ceny stawia przed Tobą wyzwanie, które możesz podjąć lub nie – ważne, że dostajesz taką szansę, którą na pewno warto wykorzystać i zobaczyć samemu, że wcale nie jest z tym tak trudno jak mówią czy opisują. 😉

Może ktoś miał inne doświadczenia z targowaniem w Maroko? A może w jakimś innym kraju? Chętnie poznam również cudzy punkt widzenia 🙂

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestEmail this to someoneShare on LinkedIn

12 Comments Add yours

  1. Wypiekowo biżuteria napisał(a):

    Niesamowicie wciągający post, bardzo przyjemnie się czyta ;-))

    1. travelsfool napisał(a):

      dziękuję bardzo! bardzo mi miło, że przeczytałaś i że się podobało:)

  2. 365dniwobiektywielg napisał(a):

    Te słoiki mnie zachwyciły

    1. travelsfool napisał(a):

      rzeczywiście, imponująco się prezentują, zwłaszcza na żywo. ciężko było odgadnąć co w nich wszystkich jest 😉

      1. 365dniwobiektywielg napisał(a):

        gorzej jakbym sobie zażyczył słoik z samego dołu ;P

  3. gorzat napisał(a):

    Jak dotąd mój ulubiony post:) przeczytany na raz – oczywiście w czasie, za który dostaję wypłatę od pracodawcy za ciężką pracę:P

    1. travelsfool napisał(a):

      bardzo się cieszę, że czytasz! chociaż Twój pracodawca zapewne nie był by tak szczęśliwy jak ja 😀
      A targowanie to rzeczywiście bardzo ciekawy zwyczaj, który na pewno i Tobie przypadł by do gustu.

  4. Aga napisał(a):

    Ja mam raczej kiepskie doświadczenie z targowaniem w Marrakeszu bo jestem osoba mało asertywna i wychodzi na to ze chyba mam to wypisane na twarzy…;) zapraszam do poczytania moich wrażeń z pięknego Maroka na http://www.trawelejro.blogspot.com 🙂

    1. travelsfool napisał(a):

      dziękuję, że wpadłaś do mnie i zostawiłaś komentarz 🙂 ciesze się, że możemy wymienić doświadczenia na tym polu – choć różne. U mnie z asertywnością było podobnie, jednak po kilku razach jakoś nabrałam wprawy i później sprawiało mi do ogromną przyjemność. Na pewno będziesz miała jeszcze nie raz okazję obcować z targowaniem, kto wie, może w innym państwie zwyczaje też będą się różnić. A czy poza Maroko gdzieś jeszcze próbowałaś się targować? dla mnie oprócz Bałkanów był to pierwszy raz 😉 pozdrawiam i z chęcią zajrzę na Twoją stronę, Kasia

      1. Aga napisał(a):

        hmm, oprocz Maroka byl jeszcze Egipt i targ Afrykanski na Fuertaventurze 😉 ale powiem jeszcze ze najtrudniej bylo w tych duzych, turystycznych marokanskich miastach, w glebi ladu to targowanie zupelnie inaczej wygladalo, podejrzewam ze tak jak trzeba 🙂 W Marakeszu po prostu wciskali mi wszystko na sile i dlatego tez nie mam jakichs super wspomnien z tamtego miejsca 🙂 Dzieki za mily komentarz u mnie, G.C. jest bardzo przystepna cenowo i to byla chyba jak dotad moja najfajniejsza wyprawa 🙂

        1. travelsfool napisał(a):

          no to masz więcej doświadczenia ode mnie na pewno. i do tego masz rację, że im dalej od dużych miast, tym to targowanie jest lepsze i przyjemniejsze. mam dokładnie takie same odczucia co do Marrakeszu. Czuliśmy się momentami jak w potrzasku.. co nie zmienia faktu, że oczarowała nas jego magia 🙂 nie ma za co, bardzo podobały mi się wpisy poświęcone Wyspom Kanaryjskim, tym bardziej fakt, że nie jest tak drogo 🙂 a powiedz mi, czy surfowanie to kosztowna sprawa? nie mam żadnego doświadczenia a się zastanawiam jak to wygląda i czy by kiedyś nie spróbować gdzieś w świecie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *