Zapraszam do stołu. Smaki Maroka.

IMG_8947

Zagadkowe, intensywne smaki podczas podróży do Maroka towarzyszą nam na każdym kroku. Aromaty egzotycznych przypraw takich jak kumin, kurkuma, szafran. Zapach świeżo mielonej mocnej kawy o poranku. Woń ulicznych straganów z dziesiątkami lokalnych produktów. Mieszanina smaków  tajine czy intensywność  świeżej mięty. Bez wątpienia – podróż do Maroko to także podróż zmysłów. Swoje urozmaicenie marokańska kuchnia zawdzięcza dziejom historycznym. Możemy dostrzec tu wpływy 4 silnych kulinarnych tradycji: arabskich, francuskich, hiszpańskich, a także orientalno-żydowskich.

Kuchnia marokańska, obok pięknych zabytków kultury islamskiej, stanowi jedną z większych atrakcji dla każdego podróżującego. Wielu rzeczy nawet nie wypada nie spróbować będąc w tym regionie, jak chociażby tradycyjnej potrawy przyrządzanej pod glinianym naczyniem (tajine) czy słynnej Berber Whisky pitej przez Marokańczyków o każde porze dnia i nocy. Wyjątkowy smak niektórych potraw pozostanie w mej pamięci na długi czas, a niektóre z nich zapewne nie raz  będę próbowała odtworzyć. 🙂

Warto wspomnieć jeszcze o tym, że w kulturze marokańskiej większość potraw spożywa się rękoma oraz ze wspólnej misy. Co ciekawe, potrawy  jada  się  trzema palcami jedynie prawej ręki. Lewa dłoń uważana jest za nieczystą i użycie jej było by naruszeniem zasad dobrych manier. Nam, jako przedstawicielom kultury europejskiej, często rozdawano sztućce oraz oddzielne talerze, jednak kilkukrotnie udało nam się zjeść posiłek z jednej misy. Zamówiony kuskus na cztery osoby został podany w jednym naczyniu wraz z czterema łyżkami – zdecydowanie bardziej podobała nam się taka wersja, dzięki czemu wspólny posiłek dostarczał jeszcze więcej przyjemności.

Oto kilka z podstawowych marokańskich smaków, a także takich. które dość osobiście kojarzą mi się z tym krajem:

1. BERBER WHISKY

10947315_10203627171536592_6072361240524821003_n

Berber Whisky, czyli miętowa herbata

Ta jednoznacznie kojarząca się nazwa niewiele tak na prawdę wspólnego ma z alkoholem. Jest to nazwa marokańskiej aromatycznej herbaty miętowej. Berberowie, czyli rdzenni mieszkańcy Maroka uważają, że jest to najlepszy napój pomagający ochłodzić się na pustyni. Czemu w nazwie występuje słowo „whisky” – to pozostaje zagadką. Celebracja picia miętowej herbaty jest też bardzo ważnym elementem życia społecznego – Berber Whisky to prawdziwy rytuał. Można ją zamówić w każdym miejscu i o każdej niemal porze. Doczytałam się pewnej ciekawostki o tradycji picia tej herbaty, o której w trakcie naszej podróży do Maroko nikt nam nie opowiedział. Podobno marokańskie przysłowie głosi, że Berber Whisky pije się zawsze równo po 3 szklaneczki, które opisują poniższe 3 wersy:

Pierwsza szklanka jest gorzka jak życie,
Druga jest tak silna jak miłość,
Trzecia z nich jest tak słodka jak śmierć

20150129_115424

Sam sposób parzenia i podania herbaty jest bardzo ciekawy. Berber Whisky przygotowuje się zaparzając zieloną herbatę (gunpowder) ze świeżymi liśćmi mięty  oraz dużą ilością cukru. Wywar zaparza się w czajniku, z którego przelewa się do małych szklaneczek z około pół-metrowej wysokości!  Dzięki wysokości na herbacie powstaje charakterystyczna piana, co oznacza, że wywar się udał. Srebrna zastawa i małe szklaneczki to domena nie tylko restauracyjna – także w domu lokalnego mieszkańca zawsze podawana jest w tradycyjnych naczyniach. Herbata rzeczywiście jest ogromnie słodka, jednak dominuje intensywny smak mięty. Poznany w Marrakeszu Marokańczyk zdradził nam prawdziwą tajemnicę smaku Berber Whisky – dobrze jest dodać do niej także jakieś przyprawy np. oregano, szałwię czy płatki róż, by jeszcze bardziej wzmocnić jej smak. Osobiście poczęstował nas herbatą z dodatkiem oregano i mieszanki ziół. Była zdecydowanie bardziej aromatyczna od tych serwowanych na co dzień w restauracjach. Cena takiej przyjemności, jaką jest Berber Whisky to koszt rzędu 15dh = 5zł za cały dzbanek (około 5 szklaneczek).

2. NOUS NOUS

20150201_103346    20150201_103353

Coś, czego bardzo mi brakuje, czyli świeża marokańska kawa o nazwie Nous Nous. Przysmak Marokańczyków. Jej odkrycie zawdzięczamy naszemu  znajomemu – gdyby nie zamówił dla nas Nous Nous w restauracji – zapewne nie dowiedzielibyśmy się o jej istnieniu. To jeden z takich przysmaków, który znają lokalni mieszkańcy, nie dość popularny dla turystów, a pyszny jak diabli. Kawa zarazem mocna, aromatyczna, a z drugiej strony delikatna i słodka. Podobno ziarna kawy Nous Nous sprowadzane są z Etiopii, a wypala się je w Casablance. Przyrządza się ją w proporcji pół na pół kawy z mlekiem. Zdecydowanie można ją zamówić w ciemno w każdej restauracji – jest przepyszna, a do tego tania, ponieważ kosztuje 10dh, czyli około 3zł.

3. ŚWIEŻO WYCISKANY SOK POMARAŃCZOWY

8

Stoiska ze świeżo wyciskanym sokiem pomarańczowym na Placu Dżemaa El-Fna

Chyba za tym smakiem tęsknię najbardziej. Właściwie za całym rytuałem jemu  towarzyszącym. Przedstawienie (czyli forma sprzedaży soków) zaczyna się właściwie w momencie wejścia na plac Dżemaa el-Fna , na którym takich samych stoisk serwujących świeżo wyciskany sok z pomarańczy jest aż 62! Porozstawiane blisko siebie kuszą wspaniałą ceną, jak i staraniami sprzedawców. Jest to prawdziwa walka o klienta na zasadzie „kto pierwszy zwróci na siebie uwagę” ten lepszy. Wokoło rozbrzmiewają radosne okrzyki, zaproszenia niemal w każdym języku, pojawiają się wielkie uśmiechy, po czym, nim się zorientujesz, już jesteś pod jednym ze stoisk i próbujesz darmowej porcji soku. Trzeba przyznać, że Marokańczycy sztukę uwodzenia i zwabiania klienta opanowali do perfekcji. 🙂 Cały ten rytuał jest doświadczeniem bardzo pozytywnym, zwłaszcza, że nie na darmo – nic nie smakuje lepiej jak świeżo wyciskany sok z owoców, a co dopiero sok z dojrzałych i soczystych marokańskich cytrusów. Największą zaletą prócz oczywiście smaku jest tu cena. Niewyobrażalnie niska w porównaniu do polskiego odpowiednika. Za szklankę świeżo wyciskanego soku z pomarańczy w Polsce zapłacimy średnio 13 zł, w Maroko dokładnie 1,3 zł. Czyli 10 razy mniej, a różnica w smaku jest nie do opisania. Na stoiskach sprzedawane są również soki z grejpfrutów czy mixy pomarańczowo-grejpfrutowe (w cenie 10 dh = 3,3 zł).

41

4. TAJINE

Tajine to druga potrawa, która wraz z kuskusem stanowi narodowy smak Maroka, a na pewno pierwsze marokańskie skojarzenie większości podróżników. Jest to jednogarnkowe danie z różnych rodzajów mięs i warzyw, które duszą się i są serwowane w charakterystycznym glinianym naczyniu, od którego danie wzięło swoją nazwę. Naczynie to ma formę zaokrąglonego stożka o bogato zdobionej pokrywce. Sama jej ornamentyka pełna egzotycznych wzorów kusi i zachęca do spróbowania tej potrawy. Tajine zazwyczaj piecze się na widoku publicznym nad rozżarzonym węglem lub drewnem, tak, by wszyscy mogli zobaczyć, a co ważniejsze- poczuć z ulicy zapach jego pysznej zawartości. Potrawy w tajine gotuje się na parze, bez użycia tłuszczu, dzięki czemu dania tego typu są naprawdę zdrowe. Jest to danie, które można podać w niemal nieskończonej ilości kombinacji w zależności od tego, jaki rodzaj mięsa i jakie warzywa dobierzemy. Przyrządza się tajine z wołowiną, jagnięciną, baraniną, drobiem lub rybą, do tego z bakłażanami, papryką, cebulą, marchewką, ziemniakami, pomidorami czy bobem lub fasolką. Częstym składnikiem są także rodzynki , słodkie śliwki czy oliwki.

IMG_8947

Atrakcję może stanowić sama forma podania – na stole zawsze serwuje się potrawę w glinianym naczyniu, w którym się dusiła i spożywa się ją również wprost z jego środka. Własnoręczne otwarcie gorącej i aromatycznej potrawy to nie lada przyjemność. Muszę jednak przyznać, że marokańskie tajine smakowały inaczej niż sobie wyobrażaliśmy.  Może nie mieliśmy okazji jadać tej potrawy w drogich restauracjach, lecz w lokalnych knajpach, gdzie tym bardziej spodziewaliśmy się autentyczności i egzotycznych, intensywnych smaków. Niestety, w większości nasze tajine charakteryzowały się ubogim smakiem, a przede wszystkim brakiem doprawienia. Byliśmy lekko rozczarowani, gdyż specjalnie próbowaliśmy go kilkukrotnie. Cena za porcję tajine waha się w zależności od miejsca – w lokalnej knajpie i nieturystycznych miejscach dostaniemy tajine za 25-40dh (10-14zł), a w droższych restauracjach lub popularnych punktach za około 60-70dh (20-25zł).

IMG_8932

5. KUSKUS

Kuskus to podstawa kuchni marokańskiej i niemal większości dań, nieodłączny element diety Marokańczyka. Podaje się go zazwyczaj z warzywami i mięsem, a na południu kraju podobno także z rodzynkami. Podczas naszej wizyty w Maroko bardzo często mieliśmy okazję zamówić na obiad właśnie tę potrawę. Niemal zawsze był podawany w towarzystwie mięsa wołowego oraz warzyw takich jak: marchewka, ziemniaki, ogórki, bakłażan. Cena za porcję kuskusu wahała się w przedziale 25-40dh w zależności od miejsca, czyli około 10-14zł.  Najlepszy kuskus otrzymaliśmy jednak nie w restauracji, a w domu naszego znajomego, który specjalnie po to, by nas ugościć poprosił swoją mamę o jego przyrządzenie. Co to za szczęście spróbować domowej roboty kuskusu o niepowtarzalnym smaku. Ten aromat  i tamto popołudnie pozostaną w naszej pamięci na długi czas.

47

Kuskus podany w marokańskim domu

Jeśli chodzi o różnicę między polskim a marokańskim kuskusem, to tkwi ona w samym sposobie jego przyrządzenia. Mianowicie w Maroko kuskus zawsze gotuje się na parze, a nie zalewa wrzątkiem. Dzięki temu kuskus jest bardziej lekki i delikatny w smaku.

6. PRZYPRAWY

Nieodłączny element marokańskich ulic, restauracji, bazarów, a nawet jak się okazuje herbaty czy kosmetyków! Czuć je tak często, że po kilku dniach da się już rozpoznać poszczególne zapachy. Charakterystyczne dla marokańskich bazarów są również sposoby ich prezentacji – przyprawy usypuje się w wysokie na 20-30 cm stożki. Nie mówiąc o grze barw – same kolory przypraw kuszą na każdym kroku. Od gorącej czerwieni papryki, po intensywną żółć szafranu i zieleń henny. Jechać do Maroka i nie przywieźć żadnych przypraw to grzech. Sama sprawiłam sobie kilka torebek – zapach był tak intensywny, że do dziś mój plecak pachnie kuminem i kurkumą. 🙂

Smak marokańskich przypraw, a może bardziej ich intensywność jest nieporównywalnie silniejszy niż te, których używamy na co dzień. Dlatego, kiedy ma się okazję, warto przywieźć co nieco do domu. Chociażby ze względu na znakomite ceny. Za małą torebkę (5g) zapłacimy 5dh, czyli około 1,5 zł. Za dużą (10g) – 10dh (czyli 3zł). Jest to „żadna” cena biorąc pod uwagę właściwości marokańskich przypraw. A taka mała torebka wcale mała nie jest – z pewnością wystarczy na długo. Już sama szczypta przyprawy, nieporównywalnie wzbogaca smak całej potrawy.

78

20150203_124919

7. HARIRA

Tradycyjna marokańska zupa robiona na bazie baraniny, z soczewicą, ciecierzycą i pomidorami, doprawiona ziołami. Marokańczycy bardzo często spożywają ją jako przekąskę, gdyż podaję się ja zazwyczaj w niewielkich miseczkach. Nam dane było spróbować bezmięsnej wersji hariry, która jak się doczytałam nosi nazwę marakszijja. Mała miseczka tej potrawy to koszt 3 dh = 1 zł.

8. ŚLIMAKI

Jedno z ciekawszych doświadczeń w Maroku, a na pewno takie, które na zawsze zapadnie w naszej pamięci. Nigdy wcześniej ślimaków nie próbowałam, dlatego bardzo chętnie przyłączyłam się do moich podróżniczych kompanów. Trudno nazwać to przyłączeniem – ja zjadłam dwie sztuki, oni kilkanaście, ale z ręką na sercu przyznaję – było to nie lada wyzwanie. Ślimaki, jako jeden z przysmaków kuchni francuskiej, stanowią nieodłączny element także kuchni marokańskiej i uchodzą tu za bezapelacyjny rarytas. Na ruchliwym placu Dżemaa el-Fna w Marrakeszu niemal na co trzecim straganie podawano właśnie ślimaki. Sam sposób ich przyrządzania i spożycia był interesujący. Ślimaki w surowej formie wraz ze skorupką gotują się  we wrzącej wodzie w wielkim garze.  Podaje się je w małych miseczkach (cena za miskę to 3dh = 1 zł) tak jak zostały wrzucone- w skorupkach. Śmiałek  dostaje wykałaczkę, która stanowi narzędzie do wyciągnięcia jej zawartości. Zawartość skorupki, czyli samo danie główne nie wygląda zbyt zachęcająco. Miny mieliśmy nietęgie. Wokół unosi się specyficzna woń, a wszyscy lokalni mieszkańcy zajadają się już kolejną porcją.  Do mnie ślimaki nie przemówiły już za pierwszą próbą, jednak polecam spróbować samemu, szczególnie na tym magicznym placu – na pewno będzie to niezapomniana przygoda.

20150129_202155

9. NA SŁODKO

Marokańska kuchnia może poszczycić się również bardzo dobrymi słodkimi wyrobami. Głównie wyrobami z ciasta francuskiego smażonymi na głębokim oleju z dodatkiem migdałów czy sezamu. Najczęściej występującym deserem, z jakim się spotkaliśmy było ciasto ramadanowe, inaczej zwane Slilou. Jest to przesłodkie ciastko, które składa się ze smażonej mąki, drobno posiekanych migdałów i ziaren sezamu, miodu, masła i wyraźnej ilości cynamonu. Jest to tradycyjny wypiek podawany podczas świąt i uroczystości, głównie podczas ramadanu, kiedy świętuje się koniec postu. Slilou sprzedawane są prawie na każdym rogu – na stoiskach czy w sklepach. Jedno ciastko kosztuje ok. 1dh=30gr. A zdecydowanie już jedno potrafi zasłodzić nawet większego łasucha.

Często na słodko Marokańczycy spożywają także śniadanie. Przede wszystkim dominują pyszne naleśniki z miodem i masłem, zwane baghrir. Za jednego naleśnika z dodatkami zapłacimy 8dh=2,5-3zł.

10610490_10203627172176608_3976286515462036440_n

 Baghrir 

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestEmail this to someoneShare on LinkedIn

7 Comments Add yours

  1. 365dniwobiektywielg napisał(a):

    A dziękuje chętnie 😀

    1. travelsfool napisał(a):

      naprawdę bardzo polecam! 😉 właściwie każdy z wyżej wymienionych smaków potrafi zachwycić, no może z małym wyjątkiem… ślimaki. 🙂 pozdrawiam

      1. 365dniwobiektywielg napisał(a):

        jednak są wyjątki 🙂

  2. gorzat napisał(a):

    Z tego co piszesz to dość tanio tam, aż dziwne, bo turyści pewnie byliby skłonni zapłacić i dwa i trzy razy więcej za niektóre przekąski/napoje, żeby poczuć trochę ten klimat. U nas w turystycznych miejscach czasem 15zł nawet na gofra już nie starcza a tam widzę kupiłabym zupę, naleśnika, ślimaki, sok i nawet na pogłaskanie żmii by zostało:p

    1. travelsfool napisał(a):

      Podróż do Maroko naprawdę była bardzo tania, aż się nie spodziewałam, że właściwie i noclegi, jedzenie czy transport będą tak tanie. Łącznie z biletami za 400 zł wyniosło nas to 1000 zł. To prawda, że w Polsce w sezonie często ceny są dość wygórowane, ale to dlatego, że pełen sezon trwa zaledwie miesiąc-dwa, a w Maroko turystów jest pełno przez cały rok (chociaż w lato wiadomo, że najwięcej). Ale nawet nie patrząc na ruch turystyczny, ceny produktów są naprawdę niskie i dzięki temu spokojnie nie wydając fortuny można pojechać na kilkanaście dni :))
      ps. żmija okazała się podstępna i droga! Pan zażyczył sobie niezłej sumy za jedno zdjęcie.

      1. gorzat napisał(a):

        Ej to faktycznie. 1000zł? Zwłaszcza, że byliście w aż tylu miastach! Ile za żmije sobie liczą?:)

        1. travelsfool napisał(a):

          to świetny kraj na podróże z plecakiem i niewielkim budżetem, a ma wiele do zaoferowania :)) za żmije liczą sobie sowite wynagrodzenie – 200DH, czyli około 60zł, ale daliśmy mu 20DH, czyli 6zł 😀 Pan zapewniał Maćka, że będzie miał ogromne szczęście w życiu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *