Marrakesz #2. Starodawne pałace, podróże taksówkami i marokańska gościna

40

Budzi nas, już kolejny dzień, lekki chłód poranka. Niespiesznie wystawiam nos zza dwóch warstw kocy, by spojrzeć  na kolorowe pokojowe okno i pierwsze promienie słońca. Dobra pogoda zawitała do Marrakeszu i ociepliła chłodne hostelowe wnętrza. Zapowiadał się piękny dzień  i jak się później okaże, jedyny tak ciepły i słoneczny podczas całej naszej podróży.

Wykonując kilka czynności jednocześnie, w dużym pośpiechu, zbieramy się do wyjścia. Dziś dzień spędzamy w towarzystwie naszego nowego znajomego, dlatego nie chcemy być jak zawsze spóźnieni. Kierujemy się na Plac Dżemaa el-Fna, by nad zapachem kawy i pysznym śniadaniem podziwiać z góry okolicę, zwłaszcza w tak piękną pogodę. Wszystko wygląda tu jeszcze bardziej egzotycznie niż dnia poprzedniego. Z tarasu rozciąga się panorama na dalsze zakątki miasta, widać minaret pobliskiego Meczetu Kutubijja, dachy niskich kamiennych domów, wysokie palmy, a dookoła mimo wczesnej pory, rozpoczął się już codzienny pęd. Zamawiamy pierwszą marokańską kawę – jak się okazuje taką, jaką na co dzień piją wszyscy Marokańczycy. Nous Nous, bo tak nazywa się ten przysmak, będziemy zamawiać już do końca naszej podróży. Więcej o tej pysznej kawie wspominam jednak w innym wpisie. Rozpieszczani przez naszego towarzysza również świeżymi croissantami, delektujemy się śniadaniem i widokami. Aż trudno stwierdzić, czym bardziej!

IMG_8921

 

IMG_8919

 

IMG_8920

 

IMG_8922

 

Dzisiejszy dzień przeznaczamy na wizytę w  drugiej części medyny, która znajduje się na południe od Placu Dżemaa el-Fna. Południowa medyna to głównie stara cytadela (kasba), w obrębie której mieści się kilka wartych uwagi zabytków, w tym wiekowe majestatyczne pałace, nekropolia dawnych władców,  współczesny pałac królewski. Na wschód od kasby znajduje się żydowska dzielnica – mellah. My zamierzamy zwiedzić dwa pałace: El-Badi oraz De la Bahia, a także Grobowce Sadytów. Z Dżemaa el-Fna skręcamy w jedną z bocznych wąskich uliczek, która ma nas doprowadzić do Pałacu El- Badi. Kierowani przez naszego znajomego nie mamy pojęcia, którędy idziemy, ale trafiamy na   uliczkę licznych straganów i stoisk, więc z zaciekawieniem przyglądamy się wszystkiemu i idziemy przed siebie.

IMG_8939

 

IMG_8915

 

IMG_8925

 damska łaźnia

IMG_8924

 

IMG_8945

 

IMG_8947

 tajine

IMG_8931

 

IMG_8932

 

IMG_9038

 

IMG_9039

 

IMG_9036

 

IMG_8914

 

PAŁAC EL-BADI. Docieramy w końcu do pierwszego zabytku na naszej drodze – Pałacu El-Badi. Zdecydowanie jest to najpiękniejszy ze wszystkich starodawnych kompleksów, jakie udało nam się zobaczyć. Rozległy teren pośrodku pięknego ogrodu zajmują ruiny zabudowań pałacowych sprzed kilku wieków. Choć dziś to jedynie surowe pozostałości, pozwalają wyobrazić sobie potęgę pałacu w czasach jego świetności. W przeszłości Pałac El-Badi uchodził za jeden z najpiękniejszych pałaców we wszystkich krajach Maghrebu (określenie regionu północno-zachodniej Afryki). Wskazuje na to samego jego nazwa „El- Badi”, czyli „jedyny w swoim rodzaju, niezrównany” – jest to też jeden z 99 przymiotników, którymi muzułmanie określają Allaha. Budowę tego ogromnego kompleksu rozpoczęto pod koniec XVI wieku i trwała on 25 lat. Powstała wówczas jedna z najpiękniejszych rezydencji, której zadaniem było przyjmowanie znamienitych gości i głów państwa. Bogato zdobiony złotem, marmurem i mozaikami pałac miał wywoływać zdumienie i podziw wśród odwiedzających.

Dziś, tuż za wejściem wyłania się widok na centralny rozległy dziedziniec  o długości 130 metrów otoczony czterema potężnymi pałacowymi pawilonami. Po środku znajduje się duży prostokątny basen oraz pas zieleni. W górujących nad dziedzińcem pawilonach mieszczą się dzisiaj pozostałości po zabudowaniach mieszkalnych, w niektórych zachowały się jeszcze  fundamenty pomieszczeń  kolorowymi mozaikami i charakterystycznymi płytkami zulajdż. Cały teren pałacowy otoczony był wysokim murem i narożnymi wieżami – dziś można wejść na jedną z nich i podziwiać z góry okazały kompleks skąpany w popołudniowym słońcu. Do tego z drugiej strony wieży rozpościera się piękny widok na całe miasto oraz oddalone góry Atlas. Nawet bociany doceniły urok pałacu  i licznie zadomowiły się na okalających go wysokich murach. Po przejściu całego kompleksu, wspinamy się na samą górę i razem z nimi podziwiamy przepiękną panoramę. Co więcej wsłuchujemy się w magiczne echo nawoływań muezzinów, których głosy nałożyły się na siebie i rozbrzmiewały niemal z każdej strony miasta. Przez dobre kilka minut stoimy tak zachwyceni.

IMG_8950

 

IMG_8980

 

IMG_8989

 

IMG_8952

 

IMG_8991

 

IMG_8955

 

IMG_8970

 

IMG_8975

 

IMG_8974

 

40

 

IMG_9032

 

IMG_9022

 

IMG_9019

 

DSC_1432

 

Muezzini nawołują na modlitwę:

PAŁAC DE LA BAHIA. Kolejnym punktem na naszej trasie jest druga starodawna rezydencja – Pałac De la Bahia. Jest to reprezentacyjna budowla o eleganckich wystawnych wnętrzach i bogatych zdobieniach. Sama  jego nazwa, która oznacza tyle, co „wspaniały”, może świadczyć o znaczeniu budowli.  Pałac powstał w latach 60-tych XIX wieku jako rezydencja dla wielkiego wezyra z luksusowymi apartamentami i zacisznymi placami.

Do pałacu prowadzi kilkudziesięciometrowy dziedziniec otoczony drzewami. Obecnie we wnętrzu Pałacu mieści się piękne patio urządzone w formie ogrodu, z niewielką fontanną po środku oraz drzewkami pomarańczowymi i krzewami wokół. Znajdują się tu także  wnęki bogato zdobione kolorowymi mozaikami oraz licznymi rzeźbieniami. Za patio wchodzi się do pałacowych pomieszczeń, gdzie można podziwiać  ozdobne sale. Później przechodzi się na tzw. Wielki Dziedziniec otoczony galerią wspartą na kolumnach. Cały dziedziniec zdobią kolorowe marmurowe i ceramiczne płytki, na środku znajduję się także mała fontanna, a w bocznych częściach sale z egzotycznymi sufitami.

IMG_9054

patio

IMG_9092

 

IMG_9047

 

IMG_9055

 

IMG_9051

 

IMG_9070

Wielki Dziedziniec

IMG_9072

 

IMG_9065

 

IMG_9073

 

GROBOWCE SADYTÓW. Ruchliwymi ulicami kierujemy się teraz do położonych w drugiej części południowej medyny Grobowców Sadytów. Grobowce graniczą bezpośrednio z meczetem Kazby i znajdują się na miejscu dawnego ogrodu tego meczetu. Prowadzi do nich niepozorna brama, a następnie bardzo wąski korytarz.

Grobowce Sadytów to królewska nekropolia dynastii panującej na tych terenach w XVI i XVII wieku. Począwszy od końca XVI wieku pochowano tu 66 najważniejszych członków rodu spoczywających w grobowcach, w tym sułtanów,  oraz ponad 100 sułtańskich krewnych, którzy spoczywają w jednolitych grobach wyłożonych płytką w ogrodzie. Na terenie nekropolii znajdują się dwa mauzolea. Najważniejsze jest pierwsze, znajdujące się tuż przy wejściu. Tworzą je trzy położone obok siebie pomieszczenia. Po środku usytuowana jest tzw. Sala Dwunastu Kolumn, gdzie marmurowe kolumny stoją w czterech grupach po trzy w każdej. Mieści się tu grobowiec najważniejszego sułtana oraz jego następców. Salę Dwunastu Kolumn zdobią kolorowe mozaiki i płytki zulajdż na ścianach, a także rzeźbienia w drewnie cedrowym.

Cały kompleks otaczają wysokie czerwone mury, palmy oraz kwiaty i krzewy zasadzone wzdłuż alejek.

IMG_9117

 Meczet Kazby

IMG_9102

 Sala Dwunastu Kolumn

IMG_9101

 

IMG_9109

 Grobowce w ogrodzie

IMG_9105

 

IMG_9114

 

IMG_9113

 

Po długim i  spędzonym wspólnie popołudniu, wciąż ogrzewani promieniami słońca, udajemy się do domu naszego marokańskiego współtowarzysza. Zgodnie z umową dziś mieliśmy zobaczyć, jak smakuje prawdziwy domowy kus kus przyrządzony specjalnie na okazję naszej wizyty. Odmówić więc nie mogliśmy! Zanim jednak dotarliśmy na miejsce, musieliśmy złapać taksówkę. Czekała nas jazda pełna wrażeń.

TAKSÓWKI. Taksówki w Maroko różnią się od polskich pod kilkoma względami. Po pierwsze, w Maroko cenę przejazdu można ustalić już na początku, a także można się o nią targować z kierowcą. Po drugie, występują tu dwa rodzaje taksówek: małe (petit taxi) i duże (grande taxi). Co ciekawe, małą taksówką jest samochód – zazwyczaj marki Dacia – mieszczący 4 osoby prócz kierowcy, jednak według marokańskiego prawa może nim jechać jedynie 3 klientów. Petit taxi przeznaczone są do jazdy w obrębie miasta i są zdecydowanie tańsze. Grande taxi to zazwyczaj samochody marki Mercedes przeznaczone aż dla  6 klientów, ponieważ z tyłu mogę usiąść 4 osoby, a z przodu, obok kierowcy, 2 osoby na  zamontowanym  podwójnym siedzeniu. Komfort jazdy zarówno z przodu, jak i z tyłu odpowiada swojej cenie. Grand taxi przeznaczone są do jazdy po mieście, ale przede wszystkim kursują również poza nim i na dalszych trasach. Opłata zawsze obowiązuje za 6 miejsc pasażerskich, a kierowca często czeka aż zbierze się komplet chętnych do jazdy.

Tego popołudnia kilkukrotnie mieliśmy przyjemność przemieszczać się właśnie dużymi taksówkami. W naszym  5-osobowym składzie szczęśliwe miejsce z przodu przypadało mnie i Kasi. Ściśnięte na podwójnym siedzeniu tuż obok kierowcy, trzymałyśmy się kurczowo siebie nawzajem, by przypadkiem nie spaść w stronę skrzyni biegów lub kierowcy. Taka podróż, dla nas wszystkich, była niemałą przygodą! Obserwowaliśmy, co dzieje się na ulicy, widoki, ludzi, a przede wszystkim ruch na drogach. Już jako przechodnie zdążyliśmy zauważyć, że przynajmniej w Marrakeszu obowiązuje na drogach jedna zasada: brak zasad. Przechodzenie na światłach ruchliwej ulicy to nie lada wyzwanie. Kierowcy często jeżdżą dość chaotycznie i agresywnie, nie rzadko nie zwracając uwagi na pozostałych członków ruchu drogowego lub przechodniów. Z naszych doświadczeń można wywnioskować, że kierowcy są tutaj ponad obowiązującymi zasadami lub przestrzegają jedynie swoich. Nasza walka o miejsce na drodze zawsze kończyła się jednak dobrze i udało nam się uniknąć przykrych sytuacji. 🙂

19302_10203421191242376_7842262516764376982_n

Z okna taksówki. W tle góry Atlas. ||  Fot. Kasia

Mieszkanie naszego współtowarzysza znajduje się już poza medyną. Po krótkiej podróży taksówką jesteśmy na miejscu i przed nami rozpościera się widok na dzielnicę niskich budynków mieszkalnych oraz plac, gdzie na środku wznosi się meczet. Mieszkanie znajduje się najwyższym piętrze wraz z rozległym tarasem, z którego widać pobliskie domy i okolice. Od razu czujemy się jak w domu. Siadamy na tarasie na dużej wygodnej kanapie i krzesłach, przenosimy stół skonstruowany z opon samochodowych i deski, delektujemy się chwilą wytchnienia. Nim jednak zdążymy nacieszyć się spokojem i słońcem, gospodarz przynosi wielką misę kus kusu, łyżkę dla każdego oraz miętową marokańską herbatę. Głodni, niegłodni – jesteśmy zachwyceni i zdumieni bezinteresowną gościnnością, zwłaszcza tym, że żadna ze stron nie oczekiwała od drugiej nic w zamian. Spędzaliśmy razem czas i wzajemne towarzystwo każdemu w zupełności wystarczało. Dziś kiedy o tym myślę, wydaje mi się to wyjątkowe. Niby nic w tym nadzwyczajnego spędzać intensywnie czas z nowo poznaną osobą, odkrywać jej kulturę, ale w tym odległym miejscu, o odmiennych tradycjach, takie zaangażowanie docenia się jeszcze bardziej. Podczas naszej krótkiej znajomości  dostaliśmy dużo więcej niż byśmy w ogóle pomyśleli.

DSC_1522

 U Slimane. Łapiąc słońce. || Fot. Kasia

Po kilku godzinach spędzonych u naszego znajomego wracamy  do hostelu, by wieczorem spotkać się po raz ostatni na Placu Dżemaa el-Fna.

PLAC DŻEMAA EL-FNA. Kiedy po zmroku docieramy naplac, nie możemy się nadziwić, że może  być jeszcze bardziej zatłoczony niż do tej pory. Okazuje się, że w piątkowe wieczory  więcej artystów i sprzedawców przybywa tu, by zaprezentować swoje usługi. Jadłodajnie na świeżym powietrzu już prężnie działały i przyjmowały masę głodnych gości. Mogliśmy znaleźć tu wówczas dosłownie wszystko. Świeże owoce morza, ślimaki, marokańskie przysmaki takie jak tajine, kus kus czy harirę, ale także pizzę, słodycze, kanapki, owoce, różne mięsa z grilla, którego dym unosił się gęsto nad całym placem. By dostać się do jadłodajni, które znajdowały się na środku Dżemaa el-Fna, musieliśmy przedostać się przez dzikie tłumy – grupy tancerzy, sprzedawców soku, zaklinaczy węży, treserów małp, handlarzy pamiątek, kolorowych lamp, setki przechodniów, a nawet ruchliwe taksówki. Zasiedliśmy  w końcu przy jednym ze stoisk i zamówiliśmy harirę, czyli gęstą zupę z ciecierzycy. Wokół nas wciąż  było głośno i ciasno, a my rozglądaliśmy się cały czas dookoła w poszukiwaniu kolejnych ciekawych widoków i atrakcji. Jedno było oczywiste i ciążyło nad nami coraz bardziej – nie chcieliśmy za nic tego miasta opuszczać. Spędziliśmy tu dwa intensywne dni i wreszcie wchłonęliśmy ducha tego miasta. Poczuliśmy się, w dużej mierze dzięki Slimanowi, trochę  jak w domu, a tu z samego rana przyszło nam wyjeżdżać. Chętnie zostalibyśmy w Marrakeszu na dłużej, ale przyszedł czas na odkrycie  kolejnego miasta – Rabatu. Magiczna aura i egzotyka Marrakeszu pozostały w naszych myślach przez wszystkie następne dni.

Plac Dżemaa el-Fna wieczorem:

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=J-m0eUghprU?rel=0&w=560&h=315]

20150130_214852

 

20150130_214335

 

20150130_210251

 

IMG_9128

 

IMG_9127

 

Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestEmail this to someoneShare on LinkedIn

4 Comments Add yours

  1. gorzat napisał(a):

    Super, że urozmaicasz wpisy taką ilością zdjęć!

    1. travelsfool napisał(a):

      jakieś przerywniki i urozmaicenia muszą być, żebyście się nie zanudzili tak szybko! ;)) dziękuję Ci za komentarze, moja droga 🙂

      1. gorzat napisał(a):

        No pewnie, Twój naczelny fan i stalker w jednym zawsze do usług:) A najlepsze są zdjęcia z pałacu El Badi, sam opis nie pokazałby tego klimatu. Czekam na dalszą relację i wzmianki o „Roberto Makłowicz” :p

        1. travelsfool napisał(a):

          bardzo się cieszę! wzmianka na pewno będzie, już się pomału tworzy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *